Ze zwyczajami świątecznymi i ich zmiennością w czasie, o czym pisał chyba już Einstein, coś jest. Wróćmy do naszej przesympatycznej i już coraz lepiej, choć jeszcze nie powszechnie znanej koleżanki studentki. A konkretnie do wesela jej siostry, które odbiło się na północnym Mazowszu szerokim echem nie tylko ze względu na półtoratygodniową noc poślubną. Otóż także pewnej modyfikacji uległ tradycyjny zwyczaj picia ku chwale młodych gorzkiej wódki. Ponoć podczas piątego podejścia weselników śpiewających „gorzka wódka, gorzka wódka, nie będziemy pili, poprosimy państwa młodych, żeby osłodzili”, panna młoda nie wytrzymała i głosem, który uświadomił obecnym, że zima nie tylko jest blisko, ale że będzie także wyjątkowo mroźna, przerwała piosenkę słowami: „Pić, kur*wa, słodsza już nie będzie!” Zadziałało, wszyscy od razu się uspokoili, a najbardziej pan młody, który… zemdlał. Dopiero po ocuceniu panna młoda już innym głosem tłumaczyła mu, że wódka będzie gorzka a ona słodka, a nie odwrotnie. Nie wiadomo jednak, czy go przekonała, gdyż chodzą plotki, że półtoratygodniowa noc poślubna trwała tak długo nie tyle ze względu na rozbuchaną namiętność pary, co z powodu słabości pana młodego, który mdlał w każdej pozycji , a i bez pozycji, zaś małżonka wraz z siostrą musiały bez przerwy przywracać go do przytomności. A czas leciał, a deszcz nie padał…