Tymczasem, ja rozumiem, że jest jesień i musi popadać, i że to dobre dla roślinek... Ale ostatni raz to tak zmokłam chyba w Petrze, jak się przy oberwaniu chmury pustynny wąwóz w rzekę zaczął zamieniać.
Agrykola też dzisiaj podobnie w sumie wyglądała pod tym upiornie pomarańczowym niebem.
A burza z piorunami to, owszem, latem. Ale to już nawet po babim lecie jest dawno!
Może się przez tę zmianę czasu daty naturze pomyliły i jutro na Dziady takie atrakcje miały być?