Tymczasem, już wiem, jak wygląda Fasiol przy plus piętnastu stopniach mrozu.
Swoją drogą widziałam dziś na przystanku gościa w samym podkoszulku, i to raczej cienkim.
No fakt, że miał pod nim całkiem sporą warstwę własnej, organicznej termoizolacji, ale jednak dreszcz mnie przeszedł...