Z wrażeń wakacyjnych odgrzebałem opowieść o muzyce ponad podziałami.
Zamiłowanie do muzyki niesie się ponad narodami i podziałami kulturowymi. Spraktykowaliśmy to na własnej skórze podczas tygodniowego podróżowania samochodem po Sokotrze. Kierowca chciał, mimo że siedział za kierownicą, stanąć na wysokości zadania i przez tydzień raczył nas wideo z arabską poezją śpiewaną. Łatwo to było rozpoznać nawet nie znając języka, bo podczas koncertu na żywo i z żywo reagującą publicznością, na scenę wychodził wykonawca, śpiewał coś z telefonu, wokół zaś gibało się 6 tancerzy z długimi nożami w dłoniach. Bardzo łamaną, żeby nie powiedzieć, nawiązując do akcesoriów tancerzy, ciętą angielszczyzną, kierowca zapewnił nas, że jest to piosenka o miłości. Tłumaczenie przyjęliśmy, marząc tylko po cichu, żeby zaczęli śpiewać drugą zwrotkę lub choćby refren. Nadaremno, ale po dwóch dniach naszych uniżonych próśb, kierowca puścił arabskie szanty. Natychmiast zrozumieliśmy nasz błąd i poprosiliśmy o muzułmańskie kolędy, bez odzewu zresztą, gdyż tych niewiernym słuchać nie wolno.