Najbardziej mi się podoba zdanie Bruxy. Tzn. - nadal mam swoje, ale już się z nim nie zgadzam. No, jasne, że niech każdy kuje swoim młotem w swoje kowadło i sam się pilnuje, żeby się nie znajdować pomiędzy nimi.
MAJTECZKI
W latach siedemdziesiątych, przy Międzynarodowej Wystawie Osiągnięć Rolniczych w N.R.D. był specjalny barek, gdzie gratis serwowano bułgarską „Pliskę”. Przy jedynym stoliku usiadło się trzem smakoszom z różnych krajów. Rosjanin, Francuz i Anglik. Skutkiem działania trunku początkowa rezerwa zmieniała się w coraz bardziej serdeczne zaprzyjaźnienie. W końcu pozwolono rozmowie popłynąć frywolnymi, niemal, meandrami.
- A wiedzą panowie - pozwolił sobie Anglik - jak przyjemnie jest mieszkać właśnie w Anglii? Mam żonę Betty i uwielbiam spełniać różne jej zachcianki. Na przykład - kupować jej co raz to nowe majteczki. Szkopuł w tym, że moja żona jest kobietą bardzo oryginalnej urody. Nie chcę rozwodzić się nad szczegółami, ale zatrzymam się na jednym: kształt jej pupy jest tak niespotykany, że niesłychanie trudno dobrać na nią odpowiednie panties. Na szczęście mieszkamy w Londynie i możemy pójść, na przykład, do domu towarowego Harrods. Jest tam cały wielki sklep z samymi majtkami. Możemy przebierać w rozmiarach i kształtach. Niezwykle uprzejma obsługa niestrudzenie doradza nam tak długo, aż wyjdziemy z idealnie dobraną zdobyczą.
- Proszę sobie wyobrazić - odpowiedział na to Francuz - tak się składa, że moja (urody niezwykle wykwintnej) żona Jacqueline również ma pupkę, na którą całkiem trudno dopasować desusy. Byłoby to dla nas nie lada kłopotem, ale nie w Paryżu, gdzie akurat mamy przyjemność mieszkać. Trzeba panom wiedzieć, że korzystamy tam z Galeries Lafayette, gdzie majtkom jest poświęcone całe piętro. Nie dość, że przy muzyczce Debussy'ego przebieramy do woli w najfantazyjniejszych projektach, to jeszcze w każdą sztukę proponowanego nam towaru wpięta jest róża.
- Nie chcę wywierać na was efekciarskiego wrażenia - powiada Rosjanin - dlatego streszczę się do najniezbędniejszych faktów. Po pierwsze: dysponuję żoną Nataszą, wybitnej urody - na co mamy w domu dowód w postaci dyplomu poświadczającego zwycięstwo w Międzyzakładowym Konkursie Zakładów Produkcji Maszyn na najładniejszą komsomołkę. Po drugie: żona moja posiada tyłek, jakiego próżno by szukać na całym Zachodzie. Jak zjem śniadanie, przed wyjściem do roboty lubię sobie klepnąć - tak od serca - w jeden z jej pośladków. Czy możecie to pojąć, że kiedy wracam po pracy, ten pośladek jeszcze się kołysze? Po trzecie: nie opowiadałbym wam tego wszystkiego dla osobistej satysfakcji, ale zwróćcie uwagę, jak - dzięki zdobyczom socjalizmu - krótki jest dzień pracy w Związku Radzieckim.