Rozumiem, że to sen konduktora?
Jednakowoż, trafiają się dworce jak z bajki... Takiej stacyjce w podlizbońskiej Sintrze niewiele brakuje. Z tunelu wjeżdża się na położony wśród zielonych wzgórz modernistyczny peron pomiędzy urokliwymi willami i cukierniczymi wręcz domkami. Budyneczek stacyjny jak z albumu "Sielanka portugalska", cały wyłożony azulejos, wewnątrz i zewnątrz, w środku wręcz w cukierkowe błękitne amorki. Wprost za końcową linią torów (bo to przystanek terminalny) wznosi się majestatyczne wzgórze zwieńczone wyłaniającym się spośród pasm mgły zrujnowanym Zamkiem Maurów. Toalet nie sprawdzałam, możliwe, że nie pachną lawendą, ale innymi zapachami też nie straszyły.
No, ale Sintra to w ogóle jest miejsce nie z tego świata, więc się nie liczy.