Testy powyprawowe, dzień... eee... kolejny

OLIVETINSKY OPAT MIODOWY
Dwunastka. Wszystko w porządnej czeskiej normie z zaskakującym elementem miodowym. Element miodowy jest zaskakujący, bo bracia Czesi, zamiast jak normalni ludzie zaprawić piwo miodem (lub ekstraktem miodopodobnym identycznym z naturalnym) dla słodkości, dodali miód do brzeczki, żeby sobie regularnie przefermentował. Wobec tego otrzymujemy solidne, pełne, chmielowo goryczkowe piwo o lekkim miodowym aromacie, a nawet posmaku, bez cienia słodyczy. Trudno opisać, trzeba posmakować.
OLIVETINSKY OPAT PEPR
Wszystko jak wyżej, tylko zamiast miodu ekstrakt pieprzowy, dla większego efektu, jako ten finalny akcent grozy, dodano na ostatnim etapie. Świeży pieprz do świeżego piwa. Już w chwili otwarcia butelki rozchodzi się aromat podróży Tonego Halika. W smaku coś na miarę piastowskich lodów imbirowych (nasz lokalny Tony będzie wiedział, o co chodzi). Chłodzi i grzeje jednocześnie, stawia włos na sztorc nawet łysym. Zdecydowanie materiał do dalszych testów! Jakbyście się gdzieś napatoczyli, to warto zainwestować w jedno i w drugie. Podobno Bromovsky pivovar sporą część udoju eksportuje za północną granicę... A z Dufałki rzut beretem do źródła.
Uwaga!!! Po wstępnych testach mogę potwierdzić ostrzeżenia udzielone przez oprowadzającego nas po browarze pivovara. Najgorszą wadą tego piwa jest to, że zdecydowanie za szybko znika z kufla. I trzeba polać następne... i następne... a rano...
