Sobota, dzień kota, więc czasu więcej. Poczytajmy zatem, jakie to parady niegdyś urządzano.
Boży biczownicy.
XIV wiek zapowiadał się w Europie znakomicie. Ludzkość osiągnęła swój boom demograficzny, wynalazki w rolnictwie – ciężki pług, młyn wodny, wiatraki i system trójpolówki, pchały ją ku świetlanej przyszłości.
Nic z tego, zaczęło się od zmiany klimatu, który ok 1300 uległ tak gwałtownemu ochłodzeniu, że nawet Złoty Róg na Bosforze, koło Konstantynopola, dzisiejszego Stambułu, zamarzał zimą. W latach 1315-1321 klęska głodu, potem kilkanaście lat suszy, a gdy aura wychodzi na prostą, w 1348 r. spada epidemia dżumy, na którą w ciągu kilku lat umiera ok. 40% populacji Europy. Lekarze są bezradni, więc sięgnięto po pomoc boską, uznając oczywistość własnej grzeszności jako przyczynę klęski morowego powietrza. Do roboty wzięli się tzw. Boży Biczownicy praktykujący publiczne biczowanie jako formę pokuty. Starali się odpokutować własne grzechy i grzechy ludzkości poprzez zorganizowane akty samookaleczenia. Modne stały się procesje idące przez miasta, podczas których „pokutnicy” obnażali się do pasa, zadając sobie nawzajem razy aż do krwi specjalnymi, ostro zakończonymi biczami. Świadek epoki opisywał to tak:
”Każdy trzymał w prawej ręce bicz z trzema rzemieniami. Każdy rzemień zaopatrzony był w węzeł z ostrymi gwoździami w środku. Szli gęsiego jeden za drugim i chłostali się biczami po nagich ciałach. Czterech śpiewało w swoim języku, a czworo pozostałych odpowiadało im, jakby odmawiali litanię. Trzykrotnie wszyscy rzucali się na ziemię i rozciągali ręce na kształt krzyża. Śpiew nie ustawał, podczas gdy kolejno stawali na leżących i wymierzali razy towarzyszom pod ich stopami.”
Jak to zwykle w procesjach i paradach, niekiedy dochodziło do histerii przeradzającej się w orgie. Gonzo wziął udział w takim pochodzie nie tyle powodowany perspektywą orgii, co wyjaśnieniem, o co chodzi w stwierdzeniu, że ruch jest: interesującym odwróceniem krucjatowego imperatywu krzywdzenia innych w imię Chrystusa". Do uczestnictwa namówiła go… mentorka marki Boży Biczownicy, konsultantka wizerunkowa menopauzalności, nazywana też trenerką menopauzalną…
Był, zobaczył i do dzisiaj z gęsią skórką powtarza, że mody są różne, dzisiaj są parady równości, kiedyś były procesje umartwiania, ale obecne to małe miki w porównaniu do tamtych, bo dla przynajmniej części z biczowników trend na samookaleczenie to był naprawdę ostatni krzyk mody!
A sam Gonzo? Z ulgą wyjaśnia, że do wszystkiego trzeba mieć dobre plecy… albo chociaż rydwan, do którego bicze nie sięgają. Co zaś do menopauzy, to do dzisiaj nie rozumie, o co chodzi i dlaczego biczowanie miałoby pomóc na wzwód?