Niedziela, święta, trochę więcej czasu, więc zapraszam to jakże prawdziwej historii o kolejnej miłości - do polowania.
Trudne polowania Chosrowa II.
Zaiste trudno było o większego i bogatszego zucha, niż król Persów z dynastii Sasanidów, Chosrow II Parwis (Niezwyciężony), panującego w latach 591-628. A to odnalazł kilkadziesiąt waz ze złotem, a to z oszczędności rodziców zbudował tron z kości słoniowej i złota o wielkości 30 metrów, nad tronem zaś baldachim z lapis lazuli oraz zawieszoną ogromną, mierzącą ponad 20 metrów złotą koronę, wiszącą tak, że gdy król zasiadał na tronie, dotykał jej głową.
Gdy władca wyjeżdżał na polowanie, towarzyszyło mu: 300 konnych na bogatych siodłach, 1160 sług z oszczepami, 700 sokolników z ptakami, 300 konnych prowadzących 70 lwów, panter i gepardów z pyskami ściśniętymi złotymi łańcuchami, 700 psów w złotych obrożach, 2000 muzykantów na wielbłądach w złotych koronach, 500 wielbłądów pod bagaż, 200 niewolników z kadzielnicami, 200 z kwiatami i 100 wozów z piżmem, do tego 200 feudałów i cała armia konkubin. Koni nie karmiono ani nie pojono na dobę przed wyjazdem, bo pod groźbą utraty głowy przez właściciela, nie mogły one w orszaku defekować.
Nic dziwnego, że Gonzo nie wybierał się na te polowania, bo defekacja to była ta jedyna sprawa, w której swoim koniom nie ufał. Dodatkowo, jak powiadał, przez ten cały ogromny orszak, hałas 2000 muzykantów, smród kadzielnic, piżma, feudałów i, co niestety przyznawał z bólem, odór haremu, prawie nigdy nic, poza przepiórkami i zającami nie upolowano. Po takich zaś potrawach Gonzo zawsze miał zgagę z wiadomymi późniejszymi konsekwencjami, a wolał, żeby defekacja nie skończyła się dekapitacją.