I cyk, już po badaniu. Okazało się że spęd się zrobił całkiem spory. Udałem się zgodnie z instrukcją do Domu Kultury w sąsiedniej miejscowości a tam stosowne plakaty, orkiestra przygrywa "Pieśń Niem..." nie no dobra. Kolędy grali. Zrobiło się trochę nieswojo gdy pani wyjaśniła że wymazy owszem ale na razie zapraszamy do sali widowiskowej bo Herr Professor zamierza wygłosić mowę nach Volk. Takie przemowy różnie się w historii kończyły... No ale poszło gładko, po odstaniu swojego w stosownej kolejce wyjaśniłem pani ktom zacz a ona bardzo się ucieszyła bo nawet w jakimś referacie wzieła sobie jako przykład zmiany mojego - rzadkiego - nazwiska na przestrzeni dziejów. Moją uwagę iż wg mnie to zależało głównie od tego jak farosz naskrobał przyjeła z umiarkowanym entuzjazmem. Potem jeszcze przypomniały się czasy Strrrasznego Wirusa (tak szczęśliwie wyleczonego w skali ludzkości w jeden dzień przez dr. med. Władimira P.) bo trzeba sobie było własnorećznie pobrać wymaz z policzka (bywało i tu gorzej; parę lat temu na Cyprze pani z takim zaangażowaniem zapuściła mi w nos 30 cm patyczek że obawiałem się już to resetu mózgu już to wykasowania pamięci trwałej). I to w zasadzie tyle. Wyniki będą, jak śpiewał p. Fogg, ...może w grudniu może w styczniu dziś na razie nieeee ale docelowo mamy ich dostać dość sporo, w formacie pozwalającym na import do różnych serwisów. Cóż. Się okaże.
Ciekawostka to spory udział stearszych ludzi, niekiedy zapisujących się ad hoc na miejscu. Słyszało się dialogi [imiona zmienione]:
- W porządku. A jak miał na imię pana dziadek?
- Antoni.
[Pani asystująca dziarskiemu wiarusowi] - No Franciszek przecież nie?!
- NO CHYBA JA WIEM LEPIEJ JAK MIAŁ NA IMIĘ DZIADEK, HĘ?
Generalnie wesoło tu u nas na rubieży....