Mamy znowu Biblię na tapecie i bardzo dobrze, bo wyjaśniła się kolejna starotestamentowa tajemnica. Tylko, czy to dobrze? Poddaję to pod rozwagę Rodziny.
Discopolowe trąby jerychońskie.W biblijnej historii zdobycia Jerycha, Izraelici, na rozkaz Boga, a pod dowództwem następcy Mojżesza, Jozuego, okrążali miasto przez siedem dni, grając na trąbach. Siódmego dnia, po kolejnym okrążeniu i dęciu w trąby, potężne obwarowania miasta runęły. Wiadomo jednak, że to nie same trąby, ani nawet Arka Przymierza niesiona przez Żydów, zburzyły mury, lecz pieśń. Niezależny, ale jakże naoczny świadek tego oblężenia, Gonzo jako jedyny pamięta i melodię, i piosenkę. Pamięta, bo do dzisiaj drżąc na całym ciele i próbując powstrzymać tiki nerwowe, twierdzi, że tego się nie da odsłyszeć. A był to oczywiście utwór disco polo: „Żono moja, serce moje”, do tego w wersji judeańskiej.
Także Jozue nie zniósł na dłuższą metę takiej muzyki. Do religijnego prawa żydowskiego, tzw. Halachy, pośród jednego z 613 nakazów i zakazów natychmiast wprowadzono zakaz grania i śpiewania disco polo.
Co ciekawe, światlejsi ojcowie kościoła próbowali przeforsować ten zakaz także w chrześcijaństwie jako jeden z grzechów głównych, stanowiący ognisko rozprzestrzeniania innych nieprawości i wad. Niestety, ostateczny twórca ich kodyfikacji, rzymski papież Grzegorz I Wielki, jako zadeklarowany entuzjasta italo disco, nie zdecydował się na włączenie disco polo jako 8 nieprawości do kanonu grzechów głównych i pozostało ich tylko siedem, za co Kościół miał jeszcze wielokrotnie w swojej historii drogo zapłacić.
Wracając do zdobycia Jerycha, to zginęli wszyscy jego mieszkańcy oprócz prostytutki Rachab. Ta bowiem myśląc, że słowa pieśni trąb jerychońskich: „Żono moja, serce moje, nie ma takich jak my dwoje, bo ja kocham oczy twoje…”, są skierowane do niej, udzieliła Gonzowi, nazwijmy to „schronienia”. I nawet nie musiał płacić...