A nic właśnie...
Przyjechaliśmy na działkę w piątek po południu. Upał. Duszno. W domku kilka much. Domek drewniany, znaczy ekologiczny. Podlałem krzaczki, kwiatki itp.
Wieczorem kładziemy się spać, a tu na podłodze robaczek. Czerw muchy. Potem jeszcze jeden... I tak jeszcze kilka... Kiedy ni z tego ni z owego pojawiły się na środku prześcieradła uniosłem głowę w górę i zobaczyłem: spadały z sufitu przeciskając się miedzy deskami... Walczyliśmy z nimi dopóki nie przestały się pojawiać. Zaklejone szpary itp. Rano wraz ze słońcem zaczął się roznosić słodkawy zapach... Wtedy już byłem pewien... Mamy trupa... Oderwałem deski ze ściany spod dachu i co się okazało? Pod dach dostała się kuna. Przyniosła sobie ptaszka. Ptaszkowi się oczywiście zmarło, co skrzętnie wykorzystały muchy. Kuna zdrapała miejscami warstwę zabezpieczającą sufit od strony dachu i czerwie much miały którędy się przedostawać do środka domku. Zakleiłem co się dało od strony środka domu, pod dachem spryskałem różnymi środkami. Następna noc spokojna... Spod dachu wygarnąłem różne kości, czerstwy chlebek, drożdżówkę, nie licząc ptaszka... Dietę więc kuna miała zróżnicowaną. Jak na razie nie mogę znaleźć miejsca przez które się przedostawała pod dach...