czymam ciuki
Jakie ciuki, jakie ciuki. Zgodnie z utrwalonym stanowiskiem zaprezentowanym przez Marię Czubaszek w połowie lat 70-tych XXw (tak, tak, wiem, że to zaskoczenie dla większości forumowiczów, ale takie lata były), trzyma się nie ciuki, stiuki, kciuki, kaziuki, tylko knykieć. I do tego knykieć był chyba pojedynczy, co miało tę zaletę, że łatwiej go było trzymać.
Można do tematu podejść jeszcze inaczej. Wiadomo, że człowiekowi najbardziej może zaszkodzic on sam. Logiczny stąd wniosek, że aby wesprzeć De Loeve (że pozostane przy oryginalnym mianie Zygfryda), należy trzymać nie kciuki, czy co tam mamy na biżąco, lecz De Loeve właśnie. Innymi słowy nic tak nie przyniesie mu szczęścia, jak powstrzymanie go przed pójsciem na maturę.
Rety, co te matury robią z ludzi...