Trzy półki, na szczęście zrobiły tylko srogo zwisający nawis.
W czasach szkoły średniej i zamieszkiwania w internacie*) miałem kolegę który na półce nad łóżkiem miał okazałe pnącze. Flor ów wyraźnie zamierzał go uśmiercić bo coraz niżej wypuszczał kilka lian - proces był niby powolny ale wiadomo jak to jest. Nagła akceleracja w nocy i tylko ciche charczenie się rozlegnie. Gdyby zaś to się z jakichś powodów nie udało (np nieszczęśliwe trafienie pnączem w otwór gębowy mogło spowodować odruchowe przeżucie) - akumulował wodę, wzrastał i przechylał półkę coraz bardziej na dół. Zagadywany kolega stwierdzał ze stoickim spokojem iż boi to się klasówki z matematyki a nie jakiegoś pnącza. Przeżył do matury w każdym razie

*) Nie był to niestety internat a'la Eton. W srogich tych czasach niezbyt duży dystans z rodzinnego gumna do Tarnowa (około 42 km lub nawet 30 przez góry i lasy) trudno było pokonać zbiorkomem, szturmowanym przez lud okoliczny. Do dziś i droga sama w sobie lepsza się zrobiła i kto wie czy bym zwłaszcza w dni pogodne wiernym rowerrem nie dojeżdżał. No ale
to se ne vrati.
Aha żeby nie było: bardzo mile wspominam te czasy, może nie Eton ale z atmosfery Hoghwartu było tam sporo
