Pewnie wszyscy się zastanawiali, czy podforumeczko (tak ostatnio sekowane i prześladowane) zabierze głos w sprawie zjawiska zwanego w krajach anglosaskich jako "No michnik in palac".
My znamy prawdę, ale zastanawialiśmy się czy ją ujawnić. Niesprowokowani ujawniamy, bo prawdę cenimy ponad wszystko, no, może z wyjątkiem piwa.
Ale ad rem.
Obchody 40-lecia ruchwaki im. Henryka Sawki miały na celu uhonorowanie tych, którzy stanęli w obronie tow. Michnika i jego kolesia, których wywalili ze studiów.
Jak sama nazwa wskazuje, w obronie tow. Michnik nie mógł stanąć tow. Michnik, a więc nie brał udziału w manifestacjach, ergo nie był ich uczestnikiem. A w palacu uhonorowani byli uczestnicy. Tyle wersja oficjalna.
Sedno tarczy tkwi jednak gdzie indziej.
Spadające na łeb na szyje dochody koncernu, spadek sprzedaży gazety, spowodowały, że to. Michnik łapie się wszelkich sposobów był tą tendencje odwrócić.
Tym sposobem miała być nieobecność tow. Michnika na bibie u prezydenta.
Zadzwonił więc tow. Michnik to Lecha i mówi:
- Słuchaj, podobno robisz jakąś impre?
- Ano robie, ciebie też zapraszam.
- Słuchaj, mam sprawę.
- No? Ale Ziobry ci nie dam
- Nie chodzi o Ziobrę, pasi mi, byś mnie nie zaprosił.
- No ale jak?
- No bo wiesz, ciotka z Izraela przyjeżdża, mam pranie, ukradli mi lusterko...
- No nie wygłupiaj się, prezydentowi się nie odmawia...
- Dam ci tauzena.
- Ok, stoi, nie zaproszę cię.
Taśmy te zostały zniszczone przed ich nagraniem, ale my mamy kopię.