Właśnie melduję, że okres mojego zaginięcia został skrócony z powodu nieodbudowania spłukanych (vide: leje) linii kolejowych w Bukowinie (z polskimi nazwami na stacjach). Komplikacje są na tyle duże, że przejście graniczne z Ukrainą przeniesiono znów na granicę z tzw. Mołdawią. A tak potrzebne łopaty marnują się kilkaset km na południe...
Ciszę się, że rodzina pomału się odnajduje. A co do łopat, to jak zwykle podczas wojny, nie ma ich nigdy, gdy są najbardziej potrzebne. Przecież, gdyby w 1914 i 1915 było podobne zamieszanie z łopatami, to I WŚ skończyłaby się najprawdopodobniej bardzo szybko. Psiakostka napisałby więcej na ten temat, gdyby żył.