Co wy wiecie o poprawkach...

Dziennik żaden problem zdać, nawet jak zaginął i duplikat był dyktowany przez telefon spod Dufałki (szczęśliwie to był dziennik kółka graniastego).
Do niedawna poprawki w dziennikach lekcyjnych to się robiło gumką myszką. Dopiero od czasu jak ksiądz zachlapał całą stronę jadowicie zielonym atramentem mamy przechlapane. Może by nie było afery, gdyby pracowicie nie poprawiał wszystkich kleksów korektorem...

Od tej pory wszystkie poprawki robi się oficjalnie, z parafką, a ksiądz dostał służbowy długopis i równie służbowy zakaz używania innych środków piśmienniczych. A właścicielka dziennika, znana w staffroomie z ekstremalnej pedanterii, dostała nagłej cholery
Gorzej z arkuszami ocen. To zdać bez poprawki to jest wyczyn. A z poprawkami nie wolno, bo to leży sto lat w szkolnym sejfie, a potem idzie do archiwum akt dawnych...