Niestety z wojska nie chcieli mnie wyrzucić, musiałem 18 miesięcy odsłużyć przy radarze.
No bravo, a gdzie to było, jeśli mogę spytać i kiedy? Mój, jakby powiedział Ślepy Leon, fatrowski służył w radarach w Jeleniej Górze (uczęszczał tam nawet do szkółki operatorów) w latach kryzysu karaibskiego. Zdarzyło im się tam wiele przygód, niewiele gorszych niż te w w wykonaniu dziadka Jacka, by wymienić śledzenie samolotu Chruszczowa który nie całkiem prawidłowo rozpoznali jako imperialistyczny B-52 lecący kursem na Wrocław i spowodowali spory kociokwik w naszej HQ WLiOP, powrót po pijanemu gąsienicowym ciągnikiem z pewnego PGRu gdzie pomagali wyciągać zapasy poniemieckiego wina z loszków (na skutek ekhm... ułańskiej jazdy zgubienie gąsienicy przed bramą jednostki i nienaprawienie uszkodzenia, z racji % w organizmach, do godziny zadeklarowanego powrotu - efekt: tydzień ścisłego dla całej ekipy), kradzież ławek w parku miejskim Hirsbergu dla zorganizowania koncertu w jednostce, atak a'la Stukas samolotem typu Bies na Bogu ducha winnego milicjanta na rowerze napotkanego na drodze (milicjant ukrył się był w rowie ale zapisał skubany numer samolotu, efekt - j.w.) , zaśnięcie snem zucha całej załogi wojennego jeszcze C-47 lecącego po jakieś ściśle tajne elementy radaru do Rosjan w Legnicy (pilot obudził się gdy samolot zaczął zaczepiać o drzewa - tę opowieść przyjmuję na wiare, jakoś nie wydaje mi się ona prawdopodobna), wykazanie żołnierskiej zaradności podczas pewnej przepustki (w skrócie: pojechali na 1 d w Karkonosze, konduktor - byli tacy - autobusu SAN nie chciał ich zabrać z powrotem (%), więc jeden z żołnierzy wylazł na dach gdzie były toboły innych turystów i zaczął je wywalać na jezdnię podczas jazdy, SAN zatrzymał się, a jakże).
Były też rzeczy bardziej a nawet bardzo serio: jeden z kumpli widział z kryjówki śmierć całej rodziny - to było na Wołyniu, szefem jednostki był przedwojenny oficer który przywrócił znane mu z garnizonu we Lwowie czy Stanisławowie niedzielne koncerty orkiestry w parku i do władzy ludowej miał stosunek a'la lord Vader - lojalność do pewnych granic... Ech, długo by opowiadać.