Tymczasem...
Będąc nadal duchem młodą nauczycielką niosącą kaganek na stołecznej rubieży, przyszła do mnie uczennica z jednego z ostatnich zaciągów z multańskiej strony...
Przyszła dzierżąc w rękach kartkówkę i pokazując zadaną do opisania ilustrację przedstawiającą dość zagracony pokój złożyła nieśmiałą skargę:
- Ja czytała, że "mirror" to lustr. Ale tu lustra nigdzie niet!
Przyznam, że chwilę mi zeszło, żeby odkleić wzrok od figurującego na środku jak wół zwierciadła i zauważyć, że istotnie na obrazku nie ma żyrandola...
Ale tylko chwilę, bo już na poprzedniej lekcji przeszliśmy pole minowe na trasie sofa - dywan - kawior - ikra

Zawsze powtarzam swoim uczniom, że nie są w stanie ocenić, co z przyswajanej niechętnie nawet wiedzy im się w życiu przyda, a co nie.