A, tutaj.
Jakby kto się interesował, gdzie zaginął niejaki Twardowsky, to Bagiński opowiada, co następuje:
O Twardowskym 3.14
Był kiedyś taki projekt.
Dzięki Olowi i Darkowi doszło sporo nowych obserwujących i regularnie wraca pytanie: co się stało z Legendami Polskimi i Twardowskim. Przypinam więc to na jakiś czas, żeby po raz setny nie odpisywać tego samego.
Twardowsky 3.14 to jeden z moich ulubionych scenariuszy. Pisaliśmy go z Błażejem Dzikowskim w 2019. Ostatni draft mam z maja, trochę ponad pół roku przed lockdownami. W innym świecie.
Zaczynało się małą sceną pod Warszawą, w przydrożnym grill barze Roma, który zostaje otoczony przez oddział komandosów z Żelaznej Góry. W środku, a jakże, siedzi Twardowski i spokojnie pałaszuje lokalny specjał – diabelski kociołek (czyli gulasz).
Odkrywamy też - razem z kapitan ŻG, Anną Waligórą - że za barem, w polu, rozpieprzył się pojazd latający. Nie byle jaki: wypasiony, steampunkowy, wyjęty z najdziwniejszego snu wariata, wielki jak dom metalowy kogut.
I tak się to zaczyna. Historia przerzuca nas 400 lat w przeszłość. Po drodze są walki, spiski, miłość, zdrada, pakt z diabłem i wyprawa na granice Układu Słonecznego. Wracają Lucynka i Boruta, dochodzą nowi bohaterowie, z wiernym sługą Pierepałką na czele.
Rzecz była jednocześnie kompletnie pieprznięta i zaskakująco logiczna. Nad paradoksami czasowymi siedzieliśmy z Błażejem miesiącami i wydaje mi się, że dowieźliśmy coś, co ma ręce i nogi. Jacek Dukaj, jeden z naszych testowych czytelników, przyklepał to w ramach świata przedstawionego.
Mieliśmy wstępnie zaklepany budżet, część obsady, rozmowy ze scenografami. Plan był na 2020, kiedy miałem wrócić po drugim sezonie Wiedźmina.
No i walnął Covid. Co lockdowny zrobiły ze światem to chyba nie muszę przypominać.
Kiedy świat wrócił, produkcja filmowa podrożała mniej więcej razy dwa, priorytety producentów się przestawiły, a kalendarze moje, Platige i aktorów wyglądały jak diabelski kociołek – posiekane w drobny mak. Projekt, jak wiele innych w tamtym czasie, trafił do lodówki.
W rozrywce nic nie ginie na zawsze. Czasem myślę o adaptacji komiksowej albo jakiejś innej formie, ale póki co lód trzyma twardo.
Ot i cała historia.
PS. Ilustrację zrobił do prezentacji projektu świetny art director – Michał Lisowski. Też circa 2019.