Tymczasem, czy ja nie mogłam do tego Wrocławia kiedy indziej sobie pojechać? Jak już zacumuję w Kudowie? Albo po drodze? Nie mogłam poczekać, aż faktycznie zacznę legalnie urlop? Aż tak mnie suszyło na to spiżowe piwo?
Też.
Ale przede wszystkim to nie ja wybrałam termin narodzin nowego obywatela wrocławskiej społeczności keszerskiej.
Poznajcie Krasnala Keszerka.
Mały może jeszcze jest mały, ale już ma zacną brodę i powierzone zadanie pilnowania skrzyneczki wraz z zawartością.
Nie mogłam nie być, bo czuję się trochę matką chrzestną malucha, podobnie, jak wszyscy, którzy zrzucili się na proces in vitro, czy też raczej in forno, bo on przecież z pieca. Są takie obowiązki, od których się człowiek nawet nie chce wymigiwać.