Piątek geograficzny, znaczy się, nie kalendarzowy?
Obawiam się, że standardowo podaje się dla Warszawy.
Co zresztą skutkuje zabawnymi nieporozumieniami, kiedy centralna telewizja przyjeżdża kręcić plenerową imprezę na prowincję, na przykład w okolice Dufałki, i słońce im złośliwie nie chce zajść wedle tego, co mają zapisane w kalendarzu, tylko każe czekać dobrych czterdzieści pięć minut. A u nich się przecież zawsze zgadzało...