Podobnie do zrobienia zamętu w zwiedzanej świątyni wystarczy jedna, średnio liczna grupa Hiszpanów.
I proszę mnie się tu nie drzeć, odsypiam.
Pospałam sobie do siódmej. Luksus. Tym bardziej, że na tamtejsze to zasadniczo ósma.
Swoją drogą, ja jestem podatna na jet lag, ale tym razem nie miałam tego problemu. Pobudki były o tak niechrześcijańskich godzinach, że to zupełnie nie robiło różnicy czy jest akurat druga czy trzecia w nocy...