Dysc nie dysc, zimnica nie zimnica, dzisiaj rodzinna imba, trzeba iść.
A wczoraj ogarnąć zakupy, bo nie ma co na siebie włożyć.
Grzegorz, znaczy.
I musieliśmy objechać pół miasta, bo z pierwszej galerii handlowej nas grzecznie wyrzucono. Znaczy się - ewakuowano.
Do tej pory nie wiem, z jakiego powodu. Pogłoski, że chciano się dyplomatycznie pozbyć marudnego klienta zbytnio wydziwiającego nad spodniami do garnituru uważam za przesadzone. Nie takich tam już widzieli. Zresztą, skoro nie został przy okazji rozwodnikiem, ani tym bardziej byłym mężem wdowy, to chyba nie było najgorzej...