Że na dworcu to pamiętałam, ale nie byłam świadoma, na którym.
Natomiast czy li i jedynie na rzeczonej placówce komunikacji zbiorowej to nie jestem pewna. Mój ś.p. Tata, rodem z zabitej dechami wiochy na Mazowszu, zwykł był mawiać z przekąsem, że w Kieleckiem zające w okularach biegają. Dlaczego? Otóż żeby im wiatr piaskiem oczu nie powybijał.
Dla kontekstu dodam, że wzmiankowana mazowiecka wiocha też leży na "mazowieckim czarnoziemie", który można grabkami orać. Ale istotnie, aż tak tam nie pizgało zazwyczaj.