Aż mi się taka gra przypomniała, co to lata temu sobie grywałam, Faraon to się nazywało.
I rzeczywiście, żeby ludność była zadowolona trzeba było taką listę obiektów zapewnić, tak, żeby każda okolica była zaopatrzona. Piekarnia, bazar, browarek... Inaczej zwijali manatki i nie miał kto podatków płacić.
Bardzo sympatyczna gierka, uważam, że każden, co startuje do władz miejskich powinien kilka partyjek obowiązkowo rozegrać zanim w magistracie zasiądzie. Całkiem realistyczne to było, w pakiecie był nawet wiecznie niezadowolony kler i łapówki dla faraona.