O, gdzieś taki miałam jeszcze. Budził całą klatkę schodową.
Tymczasem, rano o szóstej zaćwierkał niewyłączony budzik w mężowskim telefonie, dałam mu klapsa (budzikowi, znaczy) i poszłam spać z powrotem.
Jak ja potem zaspałaaaammm... Rety. Dobrze, że dzisiaj sobota.