To na jutro.
Biurka sprzątam wirtualne, gdyż w tak zwanym międzyczasie rozmaite klucze mi poginęły.
Kiedyś się przychodziło do roboty, brało książki pod pachę (pod drugą odtwarzacz, jak się było językowcem) i można było iść na lekcję.
A teraz gdzie tam, bez wirtualnych kluczy ani rusz.