Czasem słońce czasem deszcz, ale powiem Wam, że zęby zgrzytają z zazdrości, jak człowiek zrywa się w strugach deszczu o piątej rano, leci na wschód słońca 1,5 godziny, kuleje z językiem na brodzie po wydmach, ręce urabia sobie po kolana w piasku, a tu przyjeżdżają jak paniska Germańce na drugi wschód słońca na dziesiątą. Wszelkie nasze uwagi przewodniczka wzruszyła była, przepraszam zbyła wzruszeniem ramion i krótkim: nie stać Was.