Wieści są takie, że po 25h na morzu (człowiek dziwnie sie czuje, jak nigdzie lądu w zasięgu wzroku) doplyneliśmy do Ponta Delgata. Stoimy pod czuła opieką francuskiego Mistrala.
Ładnie tu, nic dziwnego, że Hamingway pod wpływem tych widoków napisał Stare Azory i morze.
A, bym zapomniał Pico.