Azory ciagle w lesie, więc aktualizacja naszych dotychczasowych awarii: rozerwany żagiel grota, spierniczony silnik od pontonu (200 euro), zepsuta winda kotwiczna (800 euro), a dzisiaj niepotrzebnie dowcipkowaliśmy o tym, co sie wydarzy. Kilka mil od brzegu padł silnik główny jachtu. Szok niedowierzanie, zakłopotanie, narastające przerażenie. I na to wchodzi do maszynowni student 3 roku lotnictwa cywilnego i jednym ruchem ręki naprawia jakąś manetkę i pojechaliśmy. 0 euro, a wzruszony tata powiedział, że w nagrodę nie będzie go już bił.
Zaś ja zaczynam rozumieć, dlaczego marynarze są przesądni.
I aktualizacja dzienna Pico