Aha, i tym razem mój ulubiony sport nie miał z tym nic wspólnego. No, prawie. Akurat szłam od podjętego właśnie keszyka na placu Grzybowskim pod Hale Mirowskie po truskawki. Keszyk trudność terenowa 1, zadaniowo trochę bardziej wymagający, bo trzeba na środku ruchliwego placu na chwilę zniknąć, ale to nie wymaga nagłych ruchów nadgarstkiem ani niczym innym. No chwalić się tym wyczynem na eventach raczej nie będę, jeszcze rozumiem zgruchotać się z drzewa, albo zjechać ze skarpy, ale żeby na chodniku w środku Warszawy...
Od razu spieszę zdjąć odium z miasta, teren był prywatny, podcienia pod jakimś biuroapartamentowcem za Żelazną Bramą.