O KOLARSTWIE
Po całym Podhalu niosła się wieść, że jest taki baca, który - choć niespecjalnie piękny - posiada rekordową liczbę nieślubnych dzieci. Rozprawiano o tym we wszystkich karczmach wzdłuż Tater - od Wysokich po Zachodnie, a nawet w Zokopanem (mieście głównem). Chociaż w każdej z nich baca pijał, nikt nie znał dokładnej wielkości rekordu, gdyż niełatwo było zdecydować się na indagowanie go w drażliwej, być może, kwestii: baca nosił ze sobą potężny łańcuch rowerowy i kładł go zawsze na siedzeniu obok prawej ręki. A z oczu patrzyło mu tak, że widziało się ino ten łańcuch.
Kiedy sława bacy przekroczyła granice wojewódzkie, zainteresowała się nim telewizja. Załoga wozu transmisyjnego upolowała go w optymalnej fazie do rozmowy - pomiędzy szóstą, a siódmą setką, kiedy uśmiechnięty, szedł się odlać. Redaktorka była solidnie przygotowana do wywiadu - zarówno topograficznie, jak nazewniczo:
- Panie baco - jeśli mogę się tak do pana zwracać.
- Mozno.
- Czy to prawda, że ma pan nieślubne dzieci?
- Prowda.
- A czy to prawda, że są zarówno w Poroninie, jak w Białym Dunajcu, a także w Szaflarach?
- Prowda.
- A w Gliczarowie, a w Groniu, a w Małem Cichem?
- Tyz mom.
- Niesamowite! A wZubsuchem, w Kościeliskach, w Witowie?
- Mom.
- A w Dzianiszu, Chochołowie, Czarnym Dunajcu?
- No. Z tym, co w Cornym Donajcu, to dwoje. Ale o sobie nie wiedzom.
- Rany boskie! Jak wy to robicie?
- Eee - mom rower!