KROKI
(humoreska)
Kiedy mam do przejścia pieszo np. dwa przystanki, chcę sobie czymś zająć głowę. Moją głowę pełną wyobraźni. Jeśli akurat nie chce mi się czynić żadnego odkrycia, wynalazku, ani nawet wysnuwać zwyczajnej wizjonerskiej myśli, bawię się w przewidywanie - którą nogą nadepnę na widoczną w przedzie przeszkodę. Okazuje się bowiem, że na 5 do 8 kroków przed np. krawężnikiem nasz organizm sam (nawet z nami tego nie uzgadniając) zaczyna zmieniać długość kroków tak, żeby na samym krawężniku stopie wypadło stanąć wygodnie. Kiedy dotarło do mnie, co też się bez mojej wiedzy wyprawia, odgórnie wszcząłem procedurę kontrolną. Powołałem komisję śledczą w skład której w całości wszedłem. W toku prac komisji przebyłem łącznie odległość około ośmiu przystanków, zawracając tam i z powrotem na przestrzeni dwóch. Dokonałem około 40 najść na przeszkody, trzymając się prędkości praktykowanych na tym obszarze, przy przeciętnej trafialności 60 procent. Coraz liczniej gromadząca się miejscowa ludność, stopniowo zasilana dopływem przyjezdnych, przyjmowała dochodzenie eksperckie ze zrozumieniem i nie zanotowałem zachowań nieprzyjaznych. W godzinach wieczornych nastąpiła niezapowiedziana interwencja organów porządkowych i poważnie zakłóciła moje procedowanie. Na wezwanie lidera grupy inerwentów przedłożyłem organom ok. połowy metra kubicznego powietrza z płuc, do kontroli. W wydychanym przeze mnie powietrzu wykryto ślady spożycia 100 g. szprota wędzonego i dwóch bułek, a także wypalenia pewnej liczby papierosów mentolowych light. Patrol interwencyjny opuścił miejsce prac komisji nie ukrywając niezadowolenia, w notesie umieściwszy notatkę, że obywatel zachowywał się w sposób typowy dla nietrzeźwego, a jednak był trzeźwy
Ja nie znam się na ich pracy, tak jak oni na mojej. Ale chyba powinni popracować nad metodologią lub oprzyrządowaniem. Nie wykryli np. że przyswoiłem całą butelkę dwuprocentowego kefiru i pół batona czekoladowego, ufundowanego przez przechodzącą znajomą - na co dzień pracującą z dziećmi autystycznymi. Ja na podobną nierzetelność - jak wzmiankowane organy - nie pozwoliłbym sobie nigdy. Jeśli badam, to dokładnie. Na przykład ustaliłem, że możemy sami decydować, czy chcemy nastąpić na przeszkodę, czy też ją ominąć. Jeśli jednak nie chcemy zaprzątać sobie tym głowy, pomiędzy 8, a 5 krokiem p.n.p. (przed nastąpieniem na przeszkodę) włącza się nam autopilot i przeprowadza nas przez zakłócony teren. Kiedy chcemy sterować "ręcznie", możemy wyćwiczyć przewidywanie nogi do - najdalej - 5 kroków p.n.p. Udaje się natomiast kalkulacyjnie dobrać kroki, jak czynią to skoczkowie lekkoatletyczni - z wyprzedzeniem 30, 50, a prawdopodobnie nawet więcej p.n.p. Tej ostatniej metody komisja nie zaleca podczas dobiegania do tramwaju, ze względu na żartobliwość motorniczych.
Raport komisji nie powstanie, bo kto by to czytał. Ale mam uwagę: Podczas, kiedy ja dmuchałem szprotkami, o kilkanaście metrów dalej stał, nie powodując niczyjej interwencji, samochód owych sił wąchających, zaparkowany nieprawidłowo, w sposób zagrażający płynności ruchu i bez włączonych świateł awaryjnych. Mnożenie niebezpieczeństw przez sternika tego wehikułu mogłoby stanowić chyba poważniejszy temat dla notatki służbowej, niż moje dziwne (w ich rozumieniu) kroki.
Ogólnie: trzeźwość - tak! Ale, właściwie, dlaczego ma obowiązywać samych niemundurowych?