Mój tata miał na imię Alfons. Rodzina pochodziła z rejonu Gdańska. Mój wujek (brat mamy) miał na imię Alfons (ksiądz Alfons). Rodzina mamy - to poznaniacy. Przed wojną, w tych rejonach, imię to kojarzyło się szlachetnie, podobnie jak imię mamy (Rozalia). Rodzice przeprowadzili się do Zakopanego - po wojnie, a przed poczęciem mnie. Społeczeństwo Zakopanego było na tyle kosmopolityczne, że ich imiona nie stanowiły żadnej sensacji. Tata zyskał dobrą posadę i śpiewał w chórze męskim, a mama "prowadziła dom". Dopiero po kilkunastu latach drożyzna i postępująca nowoczesność skłoniły mamę do podjęcia pracy w jakimś biurze. Tam koleżanki uświadomiły jej, że oba imiona na południu kraju brzmią, jakby to powiedzieć... W domu nastał popłoch. Mama urzędowo zmieniła imię. Tata orzekł, że nie widzi powodu do zakłopotania i został przy swoim (mój szacun).
Kiedy byłem w podstawówce, w książce telefonicznej Zakopanego wymienionych było dwóch Alfonsów - akurat ojciec mojego kolegi ze szkoły - Alfons Filar (pisał książki) i Mój ojciec (nie pisał książek). Ja w mojej klasie zacząłem pokazywać to imię kolegom i byli pełni uznania.