DRUT KOLCZASTY
Za komuny pewna liczebność Węgrów osiedlała się w Polsce. Miałem nawet zaszczyt znać takich dwóch - którzy siebie jednak znać przyjemności nie mieli. Jak to możliwe w mieście liczącym niespełna czterdzieści tys. dusz (no, doliczając Górali obecnych podczas dnia pracy - może drugie tyle)? Wtedy jakoś mnie to nie zastanowiło; może uznałem że ta nacja tak ma. Dopiero po latach zagadka wyjaśniła się samoczynnie.
Brałem właśnie czynny udział w imprezie zwanej ognisko (w menu: wódka biała, zapitki, kiełbasy na patykach i pieczywo). Jedyna interesująca niewiasta w towarzystwie siedziała daleko, po przeciwnej stronie ognia i dymnej firany. Wypiłem więc w intencji - żeby wiatr zmienił kierunek na korzystniejszy, co natychmiast poskutkowało. Dym zmusił ją do przeniesienia się na moja stronę, a ja zrobiłem jej miejsce obok siebie. Naturalną koleją rzeczy, w końcu zainteresowała się moją kiełbaską. Ponieważ nie zwykłem udostępniać kiełbaski nieznajomym, musiała podać mi swoje nazwisko. Brzmiało: Szilágyi. Przypomniałem sobie że znałem pewnego Jozsefa - Węgra o tym nazwisku - to on - odpowiedziała - mój były mąż. Całkiem miły człowiek, ale musiałam się z nim rozwieść. Kochał inną. Zostało mi węgierskie nazwisko.
Tak wyszło że na kilka lat przed rozwodem brali ze sobą ślub. Ale jeszcze wcześniej jego rodzina uparła się, żeby ślub był na Węgrzech. Młodzi byli bez kasy i stawiać im na swoim, byłoby nietaktem. Ustalono że on pojedzie tam w czerwcu i wszystko przygotuje, a ona w sierpniu weźmie tylko tygodniowy urlop i stawi się już na same ceremonie - z osobistym poznaniem rodziców włącznie. Podczas pozostałych dwóch ostatnich miesięcy panieństwa prowadziła się nienagannie, myśląc tylko o ukochanym. Ale właśnie wtedy poznała innego asymilowanego w Polsce Węgra - Denesza. Był ci on jeszcze cudniejszej, węgierskiej urody i jeszcze bardziej uroczo zniekształcał polską składnię zdaniową, przeto budził w niej pełnię zaufania. Nie można się jej dziwić że poszła na jego propozycję iż wyuczy on ją po węgiersku kilku użytecznych zdań, którymi zaskoczy i urzeknie swoją nowa rodzinę.
I wyuczył. Przyłożył się do tego z sercem. W ogóle Denes był to człowiek nietuzinkowy - dzisiaj ten typ osobowości modnie jest określać skrótem ADHD. Wtedy uchodził, zwyczajnie, za osobnika energicznego, społecznika, którego wszędzie pełno. Nie znając polskich realiów tak dobrze jak my - działał z równa aktywnością w socjalistycznej organizacji młodzieżowej, jak w kołach przykościelnych, wszędzie pozwalając się wybierać do gremiów przewodzących. Złoty chłop, generalnie.
Pani (jeszcze nie) Szilágyi zawitała do Peczu, i będąc przez narzeczonego uroczyście prezentowaną swojej przyszłej teściowej, wygłosiła tekst, który po polsku brzmiałby tak...
No, nie. Tego nie wypada prezentować, nawet tutaj. Szlagwortem tej przemowy było życzenie, żeby - eufemizując - organy rodne tej matrony pokryły się drutem kolczastym, o który następnie pokaleczą się liczni... może wystarczy. Efekt był niezapomniany. Na nic zdały się późniejsze tłumaczenia Jozsefa że narzeczona nie znała i nadal nie zna treści wykonanego przez siebie monologu; że padła ofiarą niebywałego oszustwa, itp. Siła odpowiednio dobranych wyrazów była tak wielka że uniemożliwiła rodzicom uznanie ich za niebyłe, skoro ktoś je sformułował. Ten kraj, z którego przybyły, nigdy nie będzie zaszczycony wizytą, a przedstawicielka jego jest od natychmiast non grata w Panonii.
Mariaż jednak zawarto, ale u nas, za to bez nieporozumień, bo Józek język polski opanował dobrze. W połowie trwania małżeństwa wydało się że mąż regularnie dostaje na adres pracy jakieś listy z Węgier. Ona najpierw to lekceważyła, bo myślała że są od mamusi. Kiedy jednak matki zabrakło na świecie, a listy, bodaj, się zagęściły, zaczęła niepotrzebnie dociekać i doskrobała się wyrazów prawdziwego uczucia. Niestety, nie do siebie. Ale węgierskiego nadal nie znała, więc kto jej te pisma przetłumaczył? No, kto?
Panowie - bohaterowie tej historii zwykle omijali się szerokim łukiem, znali się więc. Ale ja prawdę (jak zwykle) napisałem na wstępie: znać się przyjemności nie mieli.