Forumowa młodzież zaczyna podnosić łeb hydrze...
No, no...
Żeby jednak ład i porządek wszechświata został zachowany, muszę i ja dodać parę groszy swoich.
Na marginesie, bo mi się przypomniało, kol jazzski, cieszę się Twoim entuzjazmem, który zakłada tezę, że ktoś tu niezorientowany zagląda. To budujące.
A moje spotkania z M Czubaszek i co z nich wynikło?
1. Pozwoliła się dotknąć by sprawdzić czy istnieje naprawdę (i nie dotknęło ją, że wątpiłem że istnieje).
2. Kurzyliśmy współnie jej papierosy (choć cygary A. Zakrzewskiego były lepsze).
3. Jechaliśmy w jednym samochodzie.
4. Piliśmy razem wódkę (nawet Boguś się wtedy przyplątał).
5. Prawiliśmy sobie branżowe komplementy.
To tyle w telegraficznym skrócie w kwestii zakupów

.
Oświadczam, że wszystko powyższe zgodne jest z prawdą, jakem łgarz.

edit (bo się jakiś post wkręcił):
W anegdocie powiedziałem, w swojej wierze wyraźnie, że pomysły dotyczące palnięcia ulęgły się bezpośrednio po i pod wpływem wysłuchanej audycji, a stały się efektem hipnotycznego promieniowania geniuszu autorki. Były więc i pozostają JEJ wytworem. I rzeczywiście, nigdy potem nie miałem impulsu ani własnej potrzeby napisania konstrukcji słownej, która przypominałaby jakiś fragment słuchowiska o dymie z papierosa (które nadal cenię wysoko).
To bardzo ładne wytłumaczenie dla braku możliwości
Z tej sytuacji wychodzi inna - że prawie nie znam „Spadkobierców”. „Wyczynu”, który w moim rozumieniu był jednak „żartem”, nie powtarzałbym, bo ten sam dowcip - powtórnie, nie wywołuje już pierwotnego szczęścia.
No sam bym tego lepiej nie ujął!!!!
Milion dżemów!!!!