Autor Wątek: ANEGDOTY  (Przeczytany 89008 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 43479
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #75 dnia: 25 Lutego 2012, 13:05:41 »
Radziłabym raczej pokryć srebrem, nie tylko z powodu mojego upodobania do białej biżuterii.
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.


Offline jazzski

  • Hydraulik
  • Ekspert Toaletowy
  • *
  • Wiadomości: 980
  • słoiki dżemu truskawkowego +16/-1
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #76 dnia: 25 Lutego 2012, 13:17:08 »
Od srebra można dostać srebrzycy. Ze względów eco - protecto - estetycznych może wynegocjujemy pozłotę?

Stefan

  • Gość
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #77 dnia: 25 Lutego 2012, 13:56:34 »
Od złota można dostać ołowicy...

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 43479
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #78 dnia: 25 Lutego 2012, 16:12:21 »
W żółtym mi nie do twarzy. Może być, małopolskim targiem, pallad albo iryd.
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.


Offline jazzski

  • Hydraulik
  • Ekspert Toaletowy
  • *
  • Wiadomości: 980
  • słoiki dżemu truskawkowego +16/-1
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #79 dnia: 25 Lutego 2012, 19:49:48 »
Dobrze, Pallad Ateno.



SPAW
    Za młodu jeździłem na składaku. Ideą tego wynalazku (oprócz składania, z którego mało kto korzystał) była zmiana sylwetki rowerzysty z pochylonej na wyprostowaną, z rękami wyciągniętymi na wprost, ku wysoko wygiętym uchwytom kierownicy. To umożliwiło powstanie mody na „miejski” rower, ten bowiem wcześniej kojarzył się mało nowocześnie. Składak „Karat” który dostałem od rodziców, wydawał mi się mieć te uchwyty stanowczo za nisko. Kolega miał je w swoim rowerze o całe dwa centymetry wyżej. Nic nie pomagało wysuwanie rurki wspornika z gniazda poza zaznaczoną kreskę bezpieczeństwa - było mi mało. Olśniło mnie, kiedy przejeżdżałem koło jakiegoś warsztatu, gdzie w otwartej bramie spawano coś metalowego, jakby rurkę. Zajechałem, pokazałem panom fachowcom co chciałbym przedłużyć, a oni powiedzieli że jasne że się da, tylko poniklowane nie będzie. Na niklowaniu w ogóle mi nie zależalo, tak samo jak na tych marnych paru złotych, co je miałem od taty na obiad. Rurka została dospawana, a spaw porządnie opukany młotkiem i wygładzony szlifierką. No - szczęście!
   Ruszyłem ulicą dumny i uśmiechnięty; wszystko działało. Postanowiłem przejechać się koło domu kolegi - może akurat zobaczy mnie i pozazdrości. Mieszkał przy ulicy o nazwie „Stroma”, nazwanej tak być może od tego, że była stroma. Nie rozpędzałem się zbytnio, żeby za szybko nie przeminąć w zakresie widzialności z okien. Pod koniec parady coś w urządzeniu nieprzyjemnie zgrzytnęło, przednie koło stanęło sztorcem i cały rower wysunął się spode mnie do tyłu, a ja odnalazłem się jako biegnący asfaltem, z samą kierownicą w rękach. Wcale nie było łatwo wyhamować; odbiłem na pobocze i zatrzymałem się, nawet bez huku, na bocznej ścianie kiosku. Z kiosku wyszedł kioskarz, który najwyraźniej sytuacji nie zrozumiał - bo odezwał się tak:
Różdżka nie może być z takiej sztywnej rury.
« Ostatnia zmiana: 25 Lutego 2012, 21:33:45 wysłana przez jazzski »

Offline jazzski

  • Hydraulik
  • Ekspert Toaletowy
  • *
  • Wiadomości: 980
  • słoiki dżemu truskawkowego +16/-1
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #80 dnia: 04 Marca 2012, 10:21:43 »
WYROK

W Stanach Zjednoczonych (Ameryki Północnej) kilku więźniów wszczęło bunt.  Zamknęli się w wieży strażniczej, za zakładników biorąc strażników i strażnicznki. Oblężenie trwało kilkanaście dni i zaowocowało kilkoma trupami, po obu stronach. Na koniec dwaj pozostali przy życiu więźniowie skapitulowali, chociaż trzymaliby się dłużej, gdyby nie odmówiono im posiłków z Subwaya i Burger Kinga.
Reportaż telewizyjny z którego to wszystko wiem, kończy się podsumowaniem:
Sprawca A przyznał się do wszystkiego i otrzymał wyrok siedmiokrotnego dożywocia,
sprawca B nie przyznał się, dlatego skazano go na szesnastokrotne dożywocie, plus 28 lat odsiadki.
- Jakieś wnioski?

Stefan

  • Gość
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #81 dnia: 04 Marca 2012, 10:36:38 »
Te 28 lat go dobije.
Może ich nie przeżyć.
A odnośnie roweru Karat - miałem takowy, całkiem mile go wspominam, dopóki mi go oczywiście nie ukradli.
Mnie podobna rzecz przytrafiła się przy kolarce Wagant. Znaczy złamała się rura (rama). Pospawałem Waganta i cieszyłem się nim dalej dopóki, dopóty mi go oczywiście nie ukradziono.
Przy okazji - czy tą różdżką odkryłeś wodę, gaz czy może łupki?

Offline jazzski

  • Hydraulik
  • Ekspert Toaletowy
  • *
  • Wiadomości: 980
  • słoiki dżemu truskawkowego +16/-1
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #82 dnia: 04 Marca 2012, 11:48:18 »
Odkryłem przecież kiosk. a w nim: woda Przemysławka, łupki (drewniane w tytoniu papierosów) i w zasadzie wszystkie potrzebne dobra.


POJAZD MILICYJNY

Właściwie, chyba każdy rower kończył służbę jako ukradziony. Moje - wszystkie, oprócz obecnego.
Wesołą była historia z roku 88.  Na miejsce ukradzionego, kupiłem sobie w potrzebie najtańszy rower jaki był w sklepie sportowym. Nazywał się Ukraina i był pięknie czerwony. Wyglądem w ogóle nie kojarzył się z CCCP, dopiero jakością użytkowania. Napis zakleiłem naklejką, zmieniłem siodełko na prawdziwe, a do bagażnika przytwierdziłem nowiutką żółtą skrzynkę od Pepsi Coli, z której powyrzynałem przegródki. Stawiałem ten rower przed sklepami i gdzie tylko było mi wygodnie - przecież nikt nie rąbnie Ukrainy! Aż raz kolega skusił mnie na wejście do restauracji na jednego. Rower schowałem za gęstym żywopłotem, w mroku. Z "jednego" zrobiło się kilkanaście, a potem, ku mojemu zdumieniu, Ukrainy nie było. Śmialiśmy się szczerze ze złodzieja i jego łupu, ale (raczej jednak dla żartu) zgłosiłem formalnie kradzież na milicji.
Po pół roku ten sam kolega zdzwonił do mnie, że widział z samochodu chyba mój rower z charakterystyczną żółtą skrzynką. Stoi na milicyjnym parkingu przy ul. Jagiellońskiej (to było w Zakopanem). Pojechałem tam i zobaczyłem swój rower jak żywy, nieco pordzewiały. Wyjaśniam w budce parkingowej, że to coś jest moim rowerem i pytam, dlaczego jest taki zniszczony. Zdziwiony facet odpowiada mi, że jak takie coś z żelaza stoi pół roku na deszczu, to musi zardzewieć - nie ma siły.  Chcę odebrać swoją własność - gość na to: proszę przynieść kwit od oficera prowadzącego sprawę (na Kościuszki 10).  Udałem się,  wylegitymowałem, dostałem przed oblicze i wyszedłem z glejtem. Wreszcie jestem na parkingu i proszę o mój rower, a w odpowiedzi słyszę: należy się za parkowanie - tyle a tyle dób - to będzie razem...  nie pamiętam już, ale ponad trzykrotność sklepowej ceny roweru.
 - A nie, to ja dziękuję.
I tak ufundowałem ładny, czerwony, w pełni funkcjonalny pojazd dla M.O.
« Ostatnia zmiana: 04 Marca 2012, 13:01:10 wysłana przez jazzski »

Stefan

  • Gość
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #83 dnia: 04 Marca 2012, 16:04:03 »
Ja niestety nie odzyskałem żadnego z 5 ukradzionych mi rowerów, więc nawet nie wiem, kogo zasponsorowałem.
Mam nadzieję, że ta wypowiedź jest jasna dla większości forumowiczów.
Dla kogo nie jest jasna, niech skasuje mój profil.

Offline Bluesmanniak

  • ZOMOwiec
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *****
  • Wiadomości: 29913
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-4
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #84 dnia: 04 Marca 2012, 16:24:32 »
A kto nie skasuje niech rzuci kamieniem ;)

Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 59496
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #85 dnia: 04 Marca 2012, 22:55:16 »
Rower Ukraina, nie do zdarcia, jeździłem kiedyś na takim przez 2 tygodnie wakacji i dopiero ostatniego dnia okazało się, że ma dwa flaki. I to na kołach... Rower miał tę zaletę, że był z wypożyczalni wczasów pracowniczych.

Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.

Offline Bluesmanniak

  • ZOMOwiec
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *****
  • Wiadomości: 29913
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-4
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #86 dnia: 05 Marca 2012, 07:19:14 »
Z rowerem Ukraina mam złe wspomnienia...
Będąc młodzieńcem z pasją uprawiałem kolarstwo na rowerze o rozmiarze "pośrednim" i zadziwiałem lokalne środowisko, że można na czymś takim wygrywać.
Przyszedł w końcu czas na poważne ściganie i wyścig o Puchar bodajże Rady Narodowej będący jednocześnie kwalifikacją do kadry sekcji wyczynowej miejscowego klubu "Tęcza" - tego nie mogłem odpuscić! Stało się jednak coś strasznego - sąsiad, w wieku dorosłym, dowiedziawszy się o moich planach zaproponował mi użyczenie swego wspaniałego dużego roweru marki Ukraina. Nie miałem wyjścia - propozycję przyjąłem. Jak się okazało była to jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu...
Na 10-cio kilometrowej trasie strasznie się umęczyłem z tym kolosem i zamiast miejsca na pudle zająłem -naste miejsce - koniec marzeń o sławie, pieniądzach i mdlących kobietach. Nie zostałem Szozdą ani Szurkowskim i do dziś pamiętam komu to zawdzięczam...

Stefan

  • Gość
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #87 dnia: 05 Marca 2012, 07:31:05 »
Skoro o Ukrainie tak ciepło, to ja też muszę...
Ongiś, spędzając (jak co roku) wakacje na wsi, postanowiłem ujarzmić wujkową Ukrainę  - jedyny masowo  dostępny sprzęt w pobliskim POMie.
Byliśmy jednak niekompatybilni - ja, w wieku 8-9 lat i Ukraina (lat powiedzmy 1.5), bo rower posiadał ramę, która przeszkadzała mi w dostępnie do napędu (pedały, geye, nie wiem jak ten sprzęt nazwać), w każdym razie jazda wymagała ostrożności, a najlepiej jechało się z górki.
Górka była nieopodal, nawet wyasfaltowana, z czego chętnie korzystałem.
Niestety - pewnego razu, zażywając rozkoszy kultury (fizycznej) wpadłem w dziurę, spadłem  siodełka i zawisnąłem na rzeczonej rurze.
Ból był, a cała wieś się dowiedziała, że... rura mnie boli!
Po tym wydarzeniu przesiadłem się na trudniej dostępny (i mniej męski) rower typu damka.
« Ostatnia zmiana: 05 Marca 2012, 08:25:41 wysłana przez Stefan »

Offline Bluesmanniak

  • ZOMOwiec
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *****
  • Wiadomości: 29913
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-4
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #88 dnia: 05 Marca 2012, 07:43:58 »
Widzę, że zaczynałeś o jakieś 2-3 lata wcześniej ode mnie, ale teraz młodzież wcześniej dojrzewa ;D

Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 59496
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: ANEGDOTY
« Odpowiedź #89 dnia: 05 Marca 2012, 10:06:31 »
Czytając relację Stefka uświadomiłem sobie, że kiedyś producenci radzieccy w ogóle nie dbali o parytety. Nie było, jeśli pamiętam damskiej Ukrainy?
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.