- Panie Robercie, w papierach ma pan napisane, ze jest pan skoczkiem narciarskim, a tak w rzeczywistości to czym się pan zajmuje?
- Nie mogę powiedzieć.
- Dobrze, w taki razie porozmawiajmy o skokach narciarskich. Dlaczego tak jest, że na treningach skacze pan dobrze (no, w miarę dobrze), w kwalifikacjach średnio, a w konkursach żałośnie?
- Proszę pana. To nie tak. To jest specjalna taktyka, przygotowana przez sztab szkoleniowców, ale opracowana przez mnie.
- A na czym ona polega?
- Ano na tym, by maskować swoje rzeczywiste umiejętności.
- No, to panu znakomicie wychodzi.
- A co pan myślał. Ja jestem najlepszym polskim skoczkiem, ale no musiałem się poświecić, by Małysz mógł wygrywać te swoje mistrzostwa i puchary. Ale gdyby nie ja, to on by dalej po dachach chodził.
- A może pan rozwinąć tą sensacyjną tezę?
- A pewnie. No bo ja jestem najlepszy, ale specjalnie skacze źle, by Adam mógł wygrywać.
- A nie możecie wygrywać razem? Tak jak np. niemcy, szwajcarzy, finowie?
- Nie ma takiej możliwości. My mamy w ?FIS’ie tylko jedno miejsce na wygrywanie, i ktoś musiał się poświęcić. No i padło na mnie. Gdyby nie to, to na pewno zdobyłbym i medale olimpijskie, i z mistrzostw, a pucharów świata to bym nie dał rady napełnić piwem – tak dużo by ich było.
- Dziękuję za wypowiedź i życzę dalszych skoków na bule.
- Dziękuję bardzo.