Och, widziałam gdzieś taki reklamowy spocik, w którym pan Robert osobiście, siedząc w tramwaju, zapowiada co bardziej kulinarne przystanki typu "Żywiecka". Po czym siedzący obok Tajemniczy Pasażer dekonspiruje się zza czytanej gazetki reklamującej uroki miasta Krakowa, okazuje się być (cóż za niespodzianka!) tegoż miasta prezydentem i wymusza na panu Robercie deklarację, że w metrze też będzie zapowiadał.
No ja nie wiem, mnie to pachnie co najmniej cyrografem, toż nawet pan Robert jest wieczny tylko wielkością swojej doczesnej chwały, i może nie dożyć...