Ciekawostka autentyczna. Dzisiaj pewien mecenas, nasz przeciwnik procesowy, napisał, że powołuje się na dowód w postaci e-maila z dnia..., który ZALEGA w aktach. Początkowo myślałem, że mecenasowi słownik przerobił "znajduje" na "zalega", ale ponieważ na kolejnej stronie zalęgł się kolejny zalegający dowód, pomyślałem, że może to pełnomocnikowi coś zalega w jelitach? Dopiero nasza powszechnie znana i szanowana studentka o nazwisku, przed którym drżą miasteczka i wioski, wysunęła koncepcję, że mecenasowi przeciwnika dowody zalegają w aktach, gdyż jest z Krakowa. Tłumaczenie przyjęliśmy, choć wydawałoby się, że w Krakowie to dowody powinny zalegać na polu, a nie w aktach?
Baader?