Dzisiaj o pewnej sprawie, która na pierwszy rzut oka wydaje się obrazoburcza, podczas gdy taką nie jest, przeciwnie okazuje zwycięstwo ducha nad materią i kultury nad przemocą.
Nasz wspólnik, człowiek gołębiego serca do wszystkich, a kobiet i wchodzenia po drabinie w szczególności, znowu wylądował w szpitalu. Tym razem chodziło o badania barku, który tak go boli, że nie tylko nie może pisać na klawiaturze, ale nawet nie ma jak podnieść ręki na żonę! I nie dlatego, że to robił, albo chciał zrobić, broń Boże! Przeciwnie, mieć możliwość nie oznacza jeszcze, żeby z niej korzystać. I to chodzi wspólnikowi, bo zawsze powtarza: móc to nie znaczy chcieć.