Nasza świeża skrzypaczka, to znaczy mężatka, już zdradza pierwsze objawy zamążpójścia. Jednym z nich jest wulgaryzacja języka. Po podróży poślubnej zaczęła używać słów, które kiedyś nie mieściły się, nawet hipotetycznie, w jej językowej palecie. Przykładowo, ze zgorszeniem zauważyłem, że w pismach procesowych w co trzecim akapicie pojawia się słowo „absurdalne”. Musieliśmy szczerze porozmawiać, żeby nie przynosiła do pracy problemów domowych. Okazało się, że było warto. Za prymitywizację języka odpowiada, co w sumie oczywiste, jej mąż. Dopiero czwarta niedziela od ślubu, a on już nie pamięta i nie obchodzi tej rocznicy, to znaczy nie przynosi kwiatów, a nawet nieakcyzowanych prezentów. „To co będzie dalej, przecież to absurdalne, nie po to wychodziłam za mąż?” ze łzami w oczach mówi koleżanka. Rada w radę ustaliliśmy, że skoro na rocznicę on nie chce przynosić jej kwiatów, to niech chociaż przynosi warzywa.