Wracamy do opowieści z zamierzchłej, bo średniowiecznej historii, co prawda będzie głównie o mieczach i ich używaniu, ale wbrew pozorom, temat nie jest tylko dla mężczyzn i zakonników-wojowników.
Mieczoplastyka i tatuaż.
Gonzo w średniowieczu pozostawał pod wpływem klauzulowo-zakonnych teorii umartwiania i wojowania, co w czasach zakonów rycerskich nikogo nie dziwiło. Nie dziwi więc także, że teologię łączył z fascynacją... mieczoplastyka, a więc wykonywaniem i sztuką walki coraz ostrzejszymi, lżejszymi i trwalszymi mieczami bojowymi, połączoną z grawerowaniem natchnionych napisów na klindze lub głowni broni.
To wówczas jeden jedyny raz zdecydował się na tatuaż i siną farbą wykuł… na swoim przyrodzeniu łacińską sentencję: Domine, Domine, ignosce mihi malum quod facio et benedic bonum. „O Panie o Panie, przebacz mi zło, które czynię, a pobłogosław dobro.” Na szczęście – jak z wyraźną ulgą w głosie opowiada Gonzo - tatuaż szybko się wytarł. Po prostu używał go o wiele częściej niż miecza, na którym taki sam napis pozostał do dzisiaj. Może dlatego nie chwali się już dzisiaj mieczem przed kobietami?
A w męskim towarzystwie, nie tylko pod prysznicem, Gonzo tłumaczy, że miecz się nie wytarł, bo miał i ma tylko jedną pochwę.