Ojciec roku.
Gonzo wielokrotnie był uznawany za Ojca roku. Tytuł ten nadaje się mężczyźnie, któremu w danym roku urodziło się najwięcej dzieci. Gonzo w tym temacie, „delikatnie” licząc, już począwszy od epoki kamienia łupanego bił wszelkie rekordy. Było tego, jak sam twierdzi, dużo. „W tych czasach nie było, że nie ma jak, albo gdzie, albo z kim. Trzeba było zakasać rękawy i brać się do roboty. Roboty trudnej, jakby to powiedzieć… na surowym korzeniu, nawet rowerów nie było, żeby dojechać.”, opowiada dzisiaj Gonzo.
I tak mu zostało, służba dla dobra ludzkości aż do przełomu lat 60 i 70-tych ubiegłego stulecia. Wówczas to aktualna małżonka okiełznała nieokiełznane. Finansowo. Nie zgodziła się bowiem, aby Gonzo nadal wszystkie pieniądze, jakie zarabiał grając w filmach, powiedzmy oględnie, erotycznych (odpowiadał w nich podobno za sceny batalistyczne, czego najlepszym przykładem jest takaż parodia „Wojny i pokoju”), wydawał na dziwki. I skończyło się rumakowanie. Przynajmniej do czasu. Żadna małżonka nie jest przecież wieczna.