Wracamy do wątku kiedyś z lekka napomkniętego, ale teraz znamy już wszystkie szczegóły.
Żyłka biznesowa Gonza.
Z czego Gonzo utrzymuje się przez tysiące lat swojego życia? Ciekawe, bo Gonzo generalnie nie ma głowy do interesów. Zakład precyzyjnej mechaniki samochodowej z regeneracją wałów korbowych, wtryskiwaczy i turbosprężarek, który założył w późnym paleolicie, szczerze mówiąc, nie trafił w rynek. Dopiero ostatnio zaczyna przynosić jakie takie dochody.
Idea, na którą wpadł w Ameryce Środkowej za czasów Majów i Azteków - sprzedaż i serwis rydwanów także chybiła, bo nie tylko nie znano tam wówczas koła, ale nawet nie było zwierząt pociągowych. Pokaz jazdy z wykorzystaniem jako siły pociągowej indyków jakoś nie porwał Indian.
Początkowo wydawało się, że „chwyci” inny pomysł: usługowe liczenie stad – koni, bydła, nierogacizny, owiec, kóz. Zaczęło się to w starożytnym Egipcie, gdzie raz na dwa lata obowiązkowo liczono stada. Jednak wkrótce dopadła Gonza choroba zawodowa, której nabawił się licząc stada owiec w Anatolii. Zaczął podczas liczenia zasypiać, początkowo tylko przy owcach, potem przy spokrewnionych z nimi wielbłądach, alpakach i lamach. Wreszcie śpioch dopadał go nawet przy koniach, a koniec nastąpił, gdy drzemiąc pomylił się w obliczeniach jazdy nadciągających na starożytny Rzym Hunów.
Przyciśnięty do muru Gonzo wyznał prawdę. Niby nie ma żyłki biznesowej, ale swoją niszę rynkową znalazł. Twierdzi, że najważniejsza jest duża rodzina, bo ona zawsze człowieka utrzyma. W praktyce wygląda to tak, że Gonzo czeka na spadek po swoich kolejnych żonach i dzieciach i jak do tej pory wcześniej, później, ale nigdy się na rodzinie nie zawiódł. Obecnie czeka na spadek po jednej żonie i, już mniej niecierpliwie, po dwóch córkach.