Autor Wątek: Na zakupy  (Przeczytany 15400 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline nick: dr O.B.

  • Nowy Bułczarz
  • *
  • Wiadomości: 19
  • słoiki dżemu truskawkowego +4/-0
Na zakupy
« dnia: 02 Marca 2010, 19:33:56 »
J a c e k   D r o b n i k

N a   z a k u p y

9:53

  Próbując wyminąć gęsty tłum chciałem sobie skrócić drogę przez zaśnieżony obecnie trawnik. Pożałowałem. Potknąłem się o coś i upadłem twarzą w mokry biały puch. To coś okazało się drewnianą tabliczką na niskim metalowym pręcie: „Nie...” — odgarniam śnieg z napisu — „Nie karmić krowy”.
  Gdzie jestem, Czytelniku? Nie będę Cię trzymał w niepewności. Przed Gnátem.
  Zawracam więc z obranej drogi, by dać się ponieść sobotniej ciżbie i w ten piękny dzień pożegnać się z błękitnym niebem, mrozem i roziskrzonym śniegiem. Na niedługo. Pcham się tak jak wszyscy.
Mam wreszcie wózek, który połknął moje pięć złotych. Czy jest mi potrzebny? Odwracam się na chwilę, by pomyśleć — i uświadomiwszy sobie po co tu przyszedłem decyduję: starczy koszyk. Ale mojego wózka z pięciozłotówką już nie ma, popłynął gdzieś z tłumem. A więc nie mam wyboru; oby to była ostatnia porażka. Dobrze, że nie dopiąłem przyczepy za kolejnego piątaka.
  Przede mną niczym bunkier rozpościera się zwarta, niska a rozległa bryła kombinatu handlowego Gnát. Przedsiębiorstwo zasługuje w pełni na to określenie, zarówno za sprawą swej przebogatej oferty, jak i rozmiarów swych obiektów handlowych. Wszyscy znamy je z własnych wypraw pod niezmierzony, gościnny dach. Czy jednak wiemy wszystko? Czyż nie byłoby przyjemnie poznać nieco tajników, „sekretów kuchni” firmy, która tak trwale wrosła w nasz krajobraz? Firmy, która tak ściśle związała się z życiem naszych gospodarstw domowych, która spełnia marzenia i stawia wyzwania nam, konsumentom? Z postanowieniem, że spróbuję dokonać czegoś więcej niż udane zakupy, dobrze odżywiony, wyspawszy się uprzednio przez trzynaście godzin, po zabezpieczeniu przeciwdebetowym swego konta oraz przećwiczywszy zapobiegliwie przed lustrem sztukę konfabulacji, staram się wmieszać w tłum zwykłych klientów. Nie przyjechałem samochodem, aby podczas mojej wizyty nie myśleć o dodatkowych rzeczach, jak to, czy uda mi się skutecznie znaleźć wyjazd z ogromnego parkingu. Nie będę wyciągał notesu nie chcąc wpadać w oko kamerom, postanawiam jedynie polegać na własnej pamięci. Czyż nie każdy z nas czyni podobnie i przed zakupami podejmuje decyzje, kreśli plan co kupić, a na co z kolei nie dać się „złapać” przebiegłym handlowcom? W moich planach dla niepoznaki i ja deklaruję się kupić co nieco, zresztą i tak nie mam wyboru.
  Często niesłusznie narzeka się na domy handlowe jako sprawców monopolu. Ale przecież gdy tylko Gnát przejął kontrolę nad chorobliwie i pasożytniczo rozwijającym się miejscowym rynkiem kapitalistycznym, wprowadził swoje zasady, z których na czele należy wymienić miłość do klienta, postępowość i innowacyjność na szeroką skalę. Wbrew cynicznym insynuacjom środowisk wsteczno-oświeconych, które jakimś sposobem dochlapują się do prasy i mikrofonu, w Gnácie każdy może się naocznie przekonać, że firma propaguje i popiera na przykład rzemiosło, sztukę i wolny handel. Dlatego właśnie hala sprzedażna marketu jest taka wielka. To pod gnátowskimi skrzydłami zachodzi ukierunkowany, uświadomiony, planowy, pomyślny i szczęśliwy rozwój społeczny, a ciągnące tu rzesze gawiedzi są tego najlepszym codziennym dowodem. Nie mówiąc już o dniach wolnych i świątecznych.
  Hala Gnáta! Wzrok ani słowo do jej przeciwległej ściany nie dobiegnie. Brak horyzontu przeobraża moje zakupy w ekscytującą podróż w nieznane. Jednak kto nie chce się czuć wyobcowany w czasie debat rodzinnych, musi być na bieżąco z najnowszymi osiągnięciami gospodarczymi kraju. Pokonując presję otoczenia w tym temacie staram się niniejszym pokonać presję ciżby wokół siebie i po kilkunastu próbach przepchnięcia się mam wreszcie wrażenie, że znalazłem się wewnątrz bezkresnej hali handlowej. Tłum zelżał, rozlazł się wśród okrzyków „Lekarza!”, „Ojej”, „Ratunku!”, „Promocja!”, „Gdzie mój portfel?”, „Hura!”, „Zbyszek, jesteś filister, tyran i mydlarz, puść, złamiesz mi rękę!” i „Wszelki duch Pana Boga chwali!”, a także całej masy przekleństw, nieartykułowanych westchnień, odgłosów wytężenia, lżenia leżąc, olśnienia i zwykłego babskiego wrzasku. To wszystko stało się tak szybko! Zrobiło się jaśniej niż na dworze. Zaroiło się od kolorowych proporców, szyldów i wielkich plansz z liczbami kończącymi się na 90 lub 99, większymi nawet niż nazwa produktu, co akurat wydaje mi się uzasadnione, o ile zgodzimy się, że kierować się należy raczej ceną, nie zaś charakterystyką towaru. Roją się tedy nowoczesne proporce legionów, Blutfanne naszych czasów. Jakaś starowinka obok mnie wykonuje znak krzyża. Pod stopami równa, bezpieczna, krwito-błotna posadzka. Słyszę z głośników reklamy (te świąteczne, z dzwoneczkami); nawet niewidomy zorientowałby się, że jest już w sklepie i że zbliżają się święta. Nabieram więc powietrza do mojej obolałej od cudzych łokci i kolan piersi — i rozglądam się.
  W międzyczasie zdążyłem jakimś cudem wydrzeć swój bilet z automatu i przestąpić turnikiet przy wejściu, jednak stało się to tak szybko i tak machinalnie, że wydarzenia te pozostają cieniem w pamięci wobec feerii kolorów i dźwięków, które jawią się przede mną, przed spragnionym wrażeń statystycznym klientem, pod którego się podszyłem. Raz po raz sprawdzam, czy bilet leży w kieszeni — dla uniknięcia kłopotów. Przecież market to nie kino.
  Mój telefon komórkowy piszczy. Otrzymuję wiadomość: „Witamy w Gnácie! Zapraszamy na zakupy. Skręć w lewo pod tablicę Początek trasy. Aby odsłuchać listę promocji naciśnij pięć. Aby odsłuchać listę okazji naciśnij osiem. By wezwać pierwszą pomoc naciśnij krzyżyk.” Wyłączyłem gada. Co za niedopatrzenie!

c.d.n.

Offline 666

  • Łeb-Majster
  • Młodszy Techniczny Telewizyjny
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • ***
  • Wiadomości: 4938
  • słoiki dżemu truskawkowego +669/-666
  • Płeć: Mężczyzna
    • 4915610
    • Maciej Zembaty - strona nieoficjalna
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #1 dnia: 02 Marca 2010, 20:08:32 »
Pierwszy raz widzę taką formę reklamy. Bot, spam? Eeeee..... Nieeeee.

Także:
Witam, bo przywitać się to i ważna i grzeczna rzecz.

Mam nadzieję, że nie wystraszyłem kolegi swą osobą. Czekam na więcej.
« Ostatnia zmiana: 02 Marca 2010, 22:06:48 wysłana przez 666 »
nie graj ze mną...

Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 59503
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #2 dnia: 03 Marca 2010, 01:16:26 »
Ja także witam gorąco (co nie znaczy, że ukropem) nowego forumowicz i do tego od razu doktora nauk O.B. Domyślam się, że są to nauki wyzwolone ;). Nikt nas jeszcze w swoim debiucie nie uraczył takim kawałkiem tfurczości, gratulacje, gratulacje...
Na zachętę dorzucam koledze na starcie dżemika naszej własnej produkcji, nie do dostania na hali.
Tekst zaczyna się traumatycznie, ale poniweaż główny bohater - jak się wydaje - nie zabrał ze sobą żony, jest nadzieja na szczęśliwe zakończenie?

Koledze zaś na starcie życzę na forum wielu miłych rozczarowań i umiejętności życia z trudną czasami, ale kochającą rodziną zastępczą. ,^,
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.

Offline nick: dr O.B.

  • Nowy Bułczarz
  • *
  • Wiadomości: 19
  • słoiki dżemu truskawkowego +4/-0
Na zakupy
« Odpowiedź #3 dnia: 03 Marca 2010, 07:43:44 »
10:37

  To pewnie wcale nie przypadek, że jednym z pierwszych działów, na jakie natyka się gość sklepu jest dział medyczno-higieniczny. Wiele artykułów objęto tu promocją, aby jeszcze bardziej przybliżyć je klientowi. Może znajdę za darmo plaster na obtartą rękę? Przemieszczam się z uwagą wzdłuż kolorowych regałów wśród artykułów o zagadkowym zastosowaniu, ale miłej kolorystyce opakowań. Podchodzę do niewielkiego stoiska promocyjnego, czytam reklamy i nagle cieszę się, że jednak jestem drugi w kolejce.
  „Walcz z kiłą! Bezpłatne zakrapianie spojówek azotanem srebra”. Poniżej tak zaetykietowanego straganiku widnieje czarno-biały starodawny portret jakiegoś jegomościa w monoklu. Panienka odziana jedynie w pielęgniarski czepek z paskiem, kusy biały fartuch i gumowe rękawiczki czarno poplamione rozkładającym się odczynnikiem, zaszczebiotała:
  — To tradycyjny sposób walki z okołoporodowym zakażeniem spojówek krętkiem bladym. Za to robimy to naszym klientom całkowicie darmowo.
  — Zdaje się, że postępowanie to dotyczy, hmm, dotyczyło, noworodków, a zrezygnowano z niego jakieś 30-40 lat temu?
  — A pan miał zakrapiane oczy? — pada pytanie do klienta przede mną.
  — Nie pamiętam.
  — Podejrzewałam! Zatem tym bardziej zachęcamy do skorzystania z tej darmowej usługi. Możemy panu też zakropić martwe krętki, jeśli pan sobie życzy. Symultanicznie z azotanem bądź alternatywnie, czyli na jedno oko tak, na drugie kontrola, pan rozumie? Polecam!
  — O, tak! — cieszy się klient — tylko pani wymyśli, po co.
  — Aby pana naukowo przekonać, że tylko martwe krętki nie zakażają.
  — Hm — zamyślił się klient i dodał: — I tu zaczynam doceniać tę akcję.
  — Badania w kierunku syfilisu byłyby za pół roku — kontynuuje siostra. — Dostaje pan od nas kwit. Oczywiście finansuje je Gnát. Całej rodzinie. Wasserman. Badanie gardła. Obdukcja na ewentualność wysypki na plecach. Badanie państwa dzieci, bo wie pan, zakażenia przenoszą się na przykład przez sztućce, ręcznik, sedes (na dziale Łazienki szukać), łoże i łożysko. Tak zwany wrzód pierwotny...
  — Czyli w przypadku ewentualnego zakażenia — przerwał klient — koszty ponosi Gnát lub ten, jak mu tam, doktor Wasserman?
  — Prozę pana. To wielki specjalista z Berlina! Lecz u nas, a już zwłaszcza na moim stoisku na pewno się pan nie zarazi żadnymi krętkami. Bladymi, zielonymi, ani nawet w cętki. Badania te byłyby zatem i tak zbędne, mogę pana zapewnić już teraz. To jak, zakrapiamy oczka? — zapytała uprzejma siostra sięgając po buteleczkę i potrząsając głową w kierunku czerwonej zasłonki, która za jej plecami zasłaniała wejście do małego pokoiku zabiegowego.
  Klient rozgląda się za żoną.
  — Ach, proszę chociaż przyjąć tę plakietkę reklamowo-informacyjną. Tu jest o tym, co nie zaraża. — i wręcza klientowi kartonik, albo raczej małą kolorową kopertę, na której widnieje dziewczyna w rozpuszczonych włosach.
  Tymczasem klient przestał szukać żony, za to utkwiwszy wzrok gdzieś powyżej sandałów sympatycznej pielęgniarki, począł jeszcze bardziej się natężać umysłowo. A ja przechodzę dalej nucąc: krętki w cętki. Konstatuję też, z bojaźnią chowając za siebie otartą dłoń, że z uwagi na tę atrakcyjną darmową akcję, o pewnych chorobach nie można mówić, iż są nabyte.
  Z chwilą gdy kończy się ów dział „Zdrowie i higiena” przepada również nastrój apteczno-naukowego skupienia. Oferta staje się coraz bardziej podniecająca i to wrażenie prawdopodobnie utrzyma się do punktu kulminacyjnego, którym będzie jak podejrzewam „Żywność”. Na razie atmosfera z matczyno-opiekuńczej przemienia się w domową.
  Dział Artykułów Gospodarstwa Domowego błyszczy bielą kuchenek, szaf chłodniczych i pralek oraz poraża mnogością przeróżnych dziwacznych urządzeń o mniejszych gabarytach, których funkcji odgadnąć nie sposób: niektóre co prawda przypominają jak gdyby garnki. Jedna z alejek kusi wielkim napisem wykonanym na jadowicie pomarańczowym tle: „Nowość: Nareszcie pralka z kodem dostępu”. A więc jednak. Jest i bodaj pierwszy chętny...
  — W celu wyprania musi pan wbić z tej klawiatury kod. Taki pin.
  — Gdzie go znajdę? — pyta klient.
  — Podajemy go przez telefon, zaraz panu dam karteczkę. Kierunkowy 0-700 — wyjaśnia uprzejmie sprzedawca. — Każdorazowo dzwoni pan do nas do naszego całodobowego ośrodka obsługi oddalonej i podaje numery fabryczne silnika i, że tak powiem, nadwozia. Pytamy też o jakiś szczegół z ankiety, aby potwierdzić pana tożsamość, na przykład imię kota. Ma pan kota?
  — Można u was kupić?
  — O, to będzie miał pan kolejny punkt do Złotej Karty Gnát. Mamy szereg kotów na dziale mięsnym.
  — Rozejrzę się. No więc jak z tymi numerami?
— A no gdy wszystko się zgadza, nasz serwisant generuje i dyktuje panu kod dostępu i może pan prać. On degeneruje po godzinie. Radzimy uzbierać więcej prania. Wie pan, przed sylwestrem, to roztargnione klientki dzwonią po dwa, trzy razy na jedno pranie. Stosują — niemądre! — za długie programy. Kota można dostać!
  — Na mięsnym, pamiętam.
  — A te punkty…
  — Jednak trochę to skomplikowane — zauważa znacząco klient.
  — Ale przyzna pan, że tyle teraz na rynku składaków, podróbek, nieautoryzowanych serwisów i zwykłego piractwa w sprzęcie gospodarstwa domowego, że Gnát musi z tym chłamstwem jakoś walczyć. Dla nas najważniejsze jest dobro klienta. Te pralnie ekologiczne tak nam wyczyściły rynek, chi-chi-chi. Ludzie myślą, wie pan, że byle bęben z orkiestry strażackiej będzie chodził z silnikiem z młockarni, a jeszcze programator do tego kupują na targu u Ukraińców. Nie mówiąc o tym, że konsorcja proszkowe dają nam popalić. Że też im hologramy nie wystarczyły! A! Mamy też modele z zamkiem; nikt niepowołany nie wyjmie panu prania! To jak, decyduje się pan?
  Nagle inna konwersacja w pobliżu zaprząta moją uwagę:
  — Chciałbym wybrać jakiś czajnik elektryczny.
  — Na abonament?
  — Nie.
  — Te na monety zostały nam już tylko czterolitrowe, ciężko je unieść, zwłaszcza pod koniec tygodnia, z monetami. Chyba że przyjmuje pan często gości. Często pan gotuje wodę?
  — A, pijamy, wie pani, herbatę lub kawę.
  — Pytam, bo możemy panu postawić piec, proszę spytać na dziale budowlanym. Wychodzi najtaniej. Natomiast w dzisiejszych czasach rzadko kto ma piec! Krewni pozazdroszczą panu kuchni węglowej. No i nie nęka pana nasz inkasent. Normalniewpada co tydzień...
  — Pomyślę o tym z żoną. Ona prowadzi dom, jest przed południem sama... Ucieszy się z pieca.
  Atrakcją pobliskiego działu z telefonami stacjonarnymi jest możliwość wykonania dowolnego połączenia całkowicie za darmo. Nic dziwnego zatem, że tłoczy się tutaj wielu klientów obojga płci.
  Dzwonienie za darmo!
  Na niebywale długim regale stoją rzędy aparatów, każdy przywiązany stalową linką do półki. Jeśli tylko wykręcić jakiś numer na jednym aparacie, zaraz odzywa się inny w odległej części regału i ktoś zaciekawiony podnosi słuchawkę. Z daleka panujący tu nastrój przypomina pełną skupienia pracę łącznicy telefonicznej z dawnych czasów. Atmosfera jest napięta i widać, jak bardzo emocjonalnie zachowują się ci, którzy dzwonią: zaciskają pięści, czerwienieją na twarzy, ślinią się wśród wypowiadanych przez zęby inwektyw i pogróżek, czasami nawet uderzają otwartymi dłońmi o półkę lub wspornik. A już zwłaszcza gdy temat rozmowy zejdzie na politykę. Osoby odbierające nie pozostają wszelako dłużne i po chwili ich stan przypomina nastrój ich rozmówców. Gdy zaś już przypadkowi polemiści narozmawiają się do woli, nakrzyczą i naprzeklinają, z trzaskiem odkładają słuchawki wyraźnie odprężeni i odmienieni na twarzy i, wziąwszy głęboki oddech, przekonują sąsiadów o swych racjach.
  Uciekam z obrzydzeniem — regał zbytnio kojarzy mi się z redakcją…

Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 59503
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #4 dnia: 03 Marca 2010, 09:28:27 »
Powieść się rozwija, a to dopiero 10:37... Tylko z tymi kotami bym uważał, mamy tu na forum wielu smakoszy ;)
Regał może się kojarzyć z redakcją, ale może również z reakcją, a nawet - regalistom - z monarchią.
A krętek zapewne był blady dlatego, że nie pił mleka. A była za komuny akcja i to nie tylko z okazji 1000 szkół na tysiąclecie - szklanka mleka dla każdego dziecka w szkole.

A kolegę zapraszam także do pisania w innych naszych działach (i armatach).
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.

Stefan

  • Gość
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #5 dnia: 03 Marca 2010, 09:59:10 »
za gęste, może ktoś to streścić?
ale czuj Duch!

Offline 666

  • Łeb-Majster
  • Młodszy Techniczny Telewizyjny
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • ***
  • Wiadomości: 4938
  • słoiki dżemu truskawkowego +669/-666
  • Płeć: Mężczyzna
    • 4915610
    • Maciej Zembaty - strona nieoficjalna
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #6 dnia: 03 Marca 2010, 10:16:03 »
Wyobrażam sobie odcinek: "Rodzina na zakupach".

Poszepszyńskich oczywiście (radjo), ale równie dobrze mogła by to być rodzina z ZCDCP (tiwi).
nie graj ze mną...

Offline szczutek

  • Kompanijny kolaborant bez klasy; As szkodnictwa
  • Hydraulik
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 2281
  • słoiki dżemu truskawkowego +140/-459
  • Nie zrozumiałem pytania
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #7 dnia: 03 Marca 2010, 12:17:59 »
Tera off-top, dla mnie istotny. Czy Zemboni opisał w drugiej serii "Przygód Wuja Alberta" co dokładnie miało przytrafić się dziadkowi Jackowi, który to miał był rzekomo wyzionąć ducha (że to kłamstwo i brednie, to my wszyscy wiemy)?
Węgiel to antracyt. Antracyt to ty. Skriabin zjadł karabin, a ciotka ma wszy.

Offline Fasiol

  • ZOMOwiec
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *****
  • Wiadomości: 26874
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-10
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #8 dnia: 03 Marca 2010, 14:38:27 »
za gęste, może ktoś to streścić?

Też chciałem o to poprosić,ale bałem się pierwszy zagaić.Zawsze to lepiej jak Stefan zacznie.
Bóg stworzył ziemię, niebo i wodę, księżyc i słońce. Stworzył człowieka, ptaki i zwierzęta. Ale psa nie stworzył. Bo psa już miał.

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 43483
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #9 dnia: 03 Marca 2010, 14:41:06 »
Ja to sobie chyba postawię piec. Zwłaszcza, jeżeli dzwonić będzie można za darmo.

A krętek zapewne był blady dlatego, że nie pił mleka. A była za komuny akcja i to nie tylko z okazji 1000 szkół na tysiąclecie - szklanka mleka dla każdego dziecka w szkole..

No i co się kolega znowu przyczepia do systemu edukacyjnego? Jeszcze się Ciało Pedadogiczne obrazi.
Że o Duchu nie wspomnę.
I tobie radzę, Stefan, nie wspominaj, po co ci jeść tę żabę...  ;)
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.


Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 59503
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #10 dnia: 03 Marca 2010, 15:50:20 »
za gęste, może ktoś to streścić?

Też chciałem o to poprosić,ale bałem się pierwszy zagaić.Zawsze to lepiej jak Stefan zacznie.
Co? Więcej niż 4 wersy i już nie che sie czytać? Do roboty!
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.

Stefan

  • Gość
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #11 dnia: 03 Marca 2010, 16:05:01 »
za gęste, może ktoś to streścić?

Też chciałem o to poprosić,ale bałem się pierwszy zagaić.Zawsze to lepiej jak Stefan zacznie.
Co? Więcej niż 4 wersy i już nie che sie czytać? Do roboty!
nie ma światła...

Offline Fasiol

  • ZOMOwiec
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *****
  • Wiadomości: 26874
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-10
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #12 dnia: 03 Marca 2010, 16:20:58 »
nie ma światła...

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie.Co to będzie, co to będzie?
Bóg stworzył ziemię, niebo i wodę, księżyc i słońce. Stworzył człowieka, ptaki i zwierzęta. Ale psa nie stworzył. Bo psa już miał.

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 43483
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #13 dnia: 03 Marca 2010, 17:39:41 »
Żarówek 100W zakazali, a 99W jeszcze nie zaczęli produkować.
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.


Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 59503
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: Na zakupy
« Odpowiedź #14 dnia: 03 Marca 2010, 19:57:15 »
za gęste, może ktoś to streścić?

Też chciałem o to poprosić,ale bałem się pierwszy zagaić.Zawsze to lepiej jak Stefan zacznie.
Co? Więcej niż 4 wersy i już nie che sie czytać? Do roboty!
nie ma światła...
To czytajcie po ciemku. Wzrok trzeba przyzwyczajać.
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.