Tym razem anegdota historyczna zupełnie:
Żyjący w XVIII wieku wojewoda podolski Stefan Humiecki siedział mroźnym wieczorem przy kominku. Obok jego żona, która coś wyszywała; w izbie było ciepło i przytulnie. W pewnym momencie wojewoda mówi: ”bim bom", i co rusz powtarza. Żona zajęta robótką, a on " bim bom" i "bim bom". Gdzieś tak przed północą raban, bo odzienie wojewodzinowej całe w ogniu. Ta sama ledwo się ugasiła, i z jadaczką na męża, że jej wcześniej nie ostrzegł, i się jeszcze naigrywa. Humiecki ze spokojem rzecze: bój się Boga, mości Dobrodziejko, ja już od trzech godzin na alarm biję…