Skutki bezmyślnej erudycji.
Dzisiaj z cyklu opowiedz mi ciekawą historię, będzie o bezmyślnej erudycji, na której końcu jest zasłużona kara. Zacznijmy od bohatera drugiego planu, niejakiego Jana III Sobieskiego, z zawodu hetmana i króla Polski, a z zamiłowania erotycznego mistrza mowy polskiej, który ponoć rozwijał swoją biegłość językową w tej dziedzinie przy pomocy kilkunastoosobowego haremu dziewcząt utrzymujących południową urodę niezależnie od pory dnia i roku. W maestriach bogatego doświadczenia erotycznego dzielnie wspierała go także ta jedyna, umiłowana, ukochana wybranka, królewska małżonka Marysieńka. Chociaż z urodzenia Francuzka, musiała wiele wysiłku włożyć w polskie ćwiczenia oralne, a wszystko po to żeby giętki język zrobił, co pomyśli głowa. Ćwiczyła więc namiętnie, choćby z nuncjuszem papieskim Pignatellim. Nic dziwnego, że od nadmiaru ćwiczeń fizjolo…, filologicznych królewska para szukała… rozłąki, żeby nie w łożnicy, a w listach dać upust mistrzostwu swoich uczuć.
I tu pojawia się główny bohater – Kara Mustafa, wielki wezyr tureckiego Imperium Osmańskiego, protegowany sułtana Mehmeda IV, przewodniczący dywanu, czyli doradczej rady władcy. Przez lata wszczyna awanturę za awanturą z Rzeczpospolitą, kozacką Ukrainą, Wenecją, przeprowadzając ciągłe najazdy nomen omen dywanowe. Trudno zaprzeczyć, pewne osiągnięcia miał, jednak miarka się przebrała, w 1683 r. kiedy Sobieski najpierw pobił go na głowę pod Wiedniem, a potem przetrzepał i powiesił jego dywan na płocie pod Parkanami. Mustafa ucieka, zatrzymuje się aż w Belgradzie i wpada na pomysł powołania dywanowej komisji śledczej celem wyjaśnienia klęsk zadanych przez, jak to napisał o królu Sobieskim: Lwa Lechistanu. I tu popełnił erudycyjny błąd życia, bo użył łacińskiego określenia „Leo de Lehistan”. Wywołał tym zgorszenie sułtana, ortodoksyjnego muzułmanina i wykwintnego językoznawcy, który z miejsca posądził Mustafę o układy z łacinnikami, czyli chrześcijanami i za zdradę skazał na śmierć przez uduszenie. Łaskawie pozwolił wybrać wezyrowi na ostatnią okazję rodzaj sznura: wełniany z wielbłąda, bawełniany z bawoła lub jedwabny z jendyka, jak nazywał jedwabnika. Mustafa zdecydował się na ten ostatni i z okrzykiem: „Tylko dobrze zadzierzgnijcie” oddał ducha panu… Allahowi. Od razu zgodnie ze zwyczajem zdjęto zmarłemu skórę z głowy i zaniesiono sułtanowi, a tam po odwiązaniu turbanu ukazał się wytatuowany na skalpie łaciński napis: Allah magnus et Machometus est propheta eius (Allah jest wielki a Mahomet jest jego prokiem), co tylko utwierdziło sułtana, że jako dla chrześcijanina Kara Mustafy była sprawiedliwa i jedyna możliwa.
Niewiele lepiej wycieczka wiedeńska zakończyła się dla Sobieskiego. Jemu także zachciało się szpanować łaciną i o zwycięstwie napisał w liście: Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył), co Marysieńka jak zawsze odebrała jako językową ornamentykę erotyczną i zrobiła Sobieskiemu dziką tygodniową awanturę, że chwalił się swoimi przewagami w haremie dziewcząt z południową urodą.Najlepiej na całej tej historii wyszedł nuncjusz Pignatelli, bo przez łóżko Marysieńki i zwycięstwo jej męża zdobył już wkrótce tron papieski jako Innocenty XII. Okazuje się, że można łączyć umiar i skromność z osiąganiem wysoko pozostawionych celów bez kłapania na lewo i prawo językiem.A Sobieski udobruchał Marysieńkę dopiero szczodrym darem z łupów z wiktorii wiedeńskiej, wręczył jej napierśnik koński, który chętnie nosiła, bo świetnie na nią pasował.