Generalnie nie robimy (i nie lubimy) przeglądów prasy, ale...
Ale dwóch słynnych dziennikarzy – Jarosław Kurski, Piotr Pacewicz, Tomasz Lis i Monika O. opublikowało bardzo ważny tekst, nad którym nikt, a na pewno żaden inteligentny, kulturalny i światowy człowiek nie może przejść obojętnie.
Nie było więc wyjścia. Znaczy nas to wali, jesteśmy chamy, moczymordy i ochlaptusy, ale... Szef kazali to robimy przegląd. Widać szef chce swój image (PR) zremasterować. Szefowi nie wypada powiedzieć NIE.
W tekście swym autorzy udowodniają , że Michael Jackson nigdy nie istniał, a jego mit, sława, piosenki i uznane to tylko spreparowane przez media i politykę wydarzenie.
Koronnym dowodem w tej sprawie jest fakt, że w okresie kiedy Jackson miał być zapłodniony, wyjątkowa aktywność burz słonecznych oraz świadków Jehowy spowodowała, że erekcja, penetracja i ejakulacja tata Jackson w mamie Jackson była fizycznie, moralne, semantycznie i oralnie niemożliwa.
Cała ciąża, poród oraz połóg były urojone, tak samo jak udział małego Jacksona w grupie Jackson Four. To była taka wyborcza kiełbasa.
W dalszym ciągu, autorzy tego fascynującego materiału dowodzą, że są świadkowie, którzy nigdy nie widzieli Jacksona. I nie jest ich mało.
Tezę o nieistnieniu Jacksona popierają setkami zdjęć i relacji, w których nie ma ani słowa o Jacksonie, a także wymieniają tysiące utworów, w wokalach których Jackson nie udzielił głosu. To rzecz pospolita w tym środowisku.
Kończąc, autorzy twierdzą, że wiedzą jaka radiostacja, jaki dziennik i jacy bliźniacy za tym stoją, ale nie będą ich demaskować w imię miłosierdzia.
Pod tekstem jest zajawka przyszłotygodniowego tekstu, który zatytułowany będzie:
Mity o rzekomym wprowadzeniu stanu wojennego i jak dobry był on dla naszego kraju.
No wprost nie możemy się doczekać.